Kosmici, kolarze i politycy w 2015 roku

Desktop4

Koniec roku to czas podsumowań. Brytyjskie – i bardzo subiektywne – podsumowanie popkulturowe czas zacząć.

Oczywiście, kiedy przychodzi moment podsumowania roku w popkulturze, zapadam jak zwykle na jakąś amnezję i mam problem z odtworzeniem wszystkich zdarzeń i faktów. Oczywiście, jak na historyka z wykształcenia przystało. Niewątpliwie był to bardzo polityczny rok na Wyspach, choć na blogu było o tym mało, a nawet wcale. Najpierw była długa i wyczerpująca wszystkich, bo zarówno polityków, jak i wyborców, kampania. W maju przyszedł jej finisz i chyba najmniej spodziewane przez wszystkich wyniki wyborów. Kiedy sondaże przedwyborcze pokazywały bardzo wyrównane słupki, to okazało się, że Laburzyści nie tylko przegrali, a Torysi zdobyli większość. Wieczór wyborczy zapadnie w pamięci wielu komentatorów i dziennikarzy, którzy zajmują się polityką. Nie ukrywali wręcz zaskoczenia. Wielu wyborców zapamięta jednak deklaracje Paddy’ego Ashdowna, który w studiu BBC zapowiedział, że jeśli wyniki exit poll się potwierdzą, zje swój kapelusz.

To nie jedyne polityczne zaskoczenie. Po rezygnacji Eda Milibanda z funkcji przewodniczącego Partii Pracy, ku jeszcze większemu zaskoczeniu niż podczas ogłaszania majowych wyników wyborów, na czele partii staną Jeremy Corbyn Był to rok Corbyna nie tylko jako lidera Laburzystów. Bardzo szybko stał się gwiazdą Internatu i social media.

Był to też rok świni, ale nie w kalendarzu chińskim, a jak się okazało, politycznym w Wielkiej Brytanii. O piggate napisano tyle, że może lepiej już to przemilczę.

piggatw-4

Nie samą polityką człowiek żyje, zwłaszcza, że potrafi być męcząca i irytująca. Na ekranach Multikina znów zagościła sztuka brytyjska i to bardzo klasyczna. Mogliśmy obejrzeć między innym „Burzę” i to z Globe. Jednak prawdziwe oblężenie przeżywał pod koniec roku „Hamlet” z Benedictem Cumberbatchem. Na niektóre seanse trudno było kupić bilety, które były sprzedawane z bardzo dużym wyprzedzeniem.

Oblegane były też kina z powodu powrotu na ekrany kin Agenta Jej Królewskiej Mości. Tym razem James Bond mierzył się ze siatką przestępczą Spectre. Nie był to jedyny powrót. Fajni „Gwiezdnych Wojen” mieli co świętować. Ponieważ nie należę do wielkich zwolenników tego kosmicznego uniwersum – czekam na powrót do kin Spocka w 2016 roku – to podpierałam się opiniami znajomych, wielkich fanów sagi Gwiezdnych Wojen. Mogę po tych opiniach tylko stwierdzić, że fajni nie poczuli się zawiedzeni. Jeśli już jesteśmy w galaktyce. Był to też czas odejść. Po czterech latach z Doctorem Who pożegnała się Jenna Coleman. Żeby pustka nie była aż tak duża na święta wróciła River Song. Doctorowi na moment został odebrany śrubokręt soniczny, ale w zamian dostał okulary i gitarę elektryczną.

t7fgm4g0wohd_full

Najgłośniejszy – a na pewno najbardziej rozśpiewany – powrót należał do Adele. Teledysk do singla „Halo” obejrzało, zaraz po jego umieszczeniu na youtubie, parę milionów. Płyta sprzedała się też w milionowych nakładach i to jeszcze nie koniec. Natomiast bilety na koncerty rozeszły się w parę minut. Gratuluję szczęśliwcom refleksu i szybkich łączy internetowych.

2015 rok był też ważny dla fanów brytyjskiego kolarstwa. Najpierw Francję podbił znowu Chris Froome, bo po raz drugi wygrał Tour de France. Oczywiście pojawiły się oskarżenia o doping. O dopingu natomiast opowiadał długo wyczekiwany przeze mnie film „The Program” o programie dopingowym Lance’a Armstronga. Film o amerykańskiej upadłej gwieździe sportu, ale nakręcony przez Brytyjczyka Stephena Frearsa. Wróćmy jednak do pozytywnych bohaterów. Sir Bradley Wiggins najpierw odszedł z drużyny Sky, co świat kolarski uznał za koniec pewnej epoki, a następnie pobił rekord w jeździe godzinnej na czas. Do pełni szczęścia, i sportowego spełnienia, zabrakło tylko wygranej w wyścigu Paris-Roubaix.

150607191334-wiggins-hour-record-super-169

I w ten sposób dojechaliśmy do podsumowana 2015 roku. Jestem ciekawa, co Wam zapadło w pamięci?