Na Kłopoty (punk) rock

 

IMG_0225

Irlandia Północna to miejsce gdzie tradycja spotyka się z nowoczesnością, punk rock ratował młodych ludzi z opresji i gdzie warto pojechać, nie tylko po to, aby zwiedzić muzeum Titanica.

Kiedy pierwszy raz wybierałam się do Belfastu, każdy mój rozmówca rzucał hasłami „Kłopoty”, „Titanic”. Nie będę zaprzeczać, że w planach miała wybranie się do nowo otwartego muzeum Titanica. Jednak głównym celem mojej podróży był muzyczny Belfast. Mało kto zdaje sobie sprawę, że jedną z głównych atrakcji tego miejsca są tzw. wycieczki szlakiem muzycznym. Myśląc przez pryzmat stereotypów o Irlandii Północnej umykają nam wiadomości, że to tam po raz pierwszy Led Zeppelin zaprezentowało światu swoje Schody do nieba, a podczas trasy Pre-War, koncert w Belfaście był dla U2 największym sprawdzianem, jeśli chodzi o przyjęcie przez fanów „Sunday Bloody Sunday”.

Aby wyjść z cienia Troubles i przyciągnąć nowa rzeszę turystów, niekoniecznie zainteresowanych Titanikiem, władze Belfastu i Irlandii Północnej zdecydowały się postawić na muzykę. Nie oznacza to jednak, że do podpisania Porozumienia Wielkopiątkowego w 1998 r., Belfast był muzyczną pustynią i nic się tam nie działo. Wręcz przeciwnie. Premiera filmu „Good Vibrations” w 2013 r. kazała przypomnieć fanom muzyki o postaci Terri Hooley’a. Ponad 60-letni Hooley to ojciec chrzestny północnoirlandzkiego punk rocka. To spod jego ręki wyszły takie zespoły jak chociażby Rudi czy The Undertones.

terryhooley700x400__news-feature

Wszystko zaczęło się jednak na początku lat 70-tych. Na Great Street Victoria w Belfaście, czyli miejscu gdzie wybuchające bomby podkładane przez bojówki paramilitarne były codziennością, młody fan muzyki otworzył sklep z płytami Good Vibrations. Nazwa sklepu nie nawiązuje jednak do wielkiego przeboju The Beach Boys, ale do wibracji wywoływanych bombami w stolicy Irlandii Północnej. Inicjatywa ta miała być swoistego rodzaju sprzeciwem wobec trwającego konfliktu republikanów i unionistów. Jak wspominał Hooley w wywiadzie dla „Hot Press” sklep stał się miejsce spotkań zwaśnionych stron. Był on oparciem dla młodych ludzi, którzy nie mogli oczekiwać zrozumienia dla swoich pasji od rodziców. Wielu z nich po latach przyznawało, że gdyby nie Good Vibrations pewnie przystąpiliby do jednego z ugrupowań paramilitarnych. Społecznikostwo Hooley’a i jego wizja promowania zespołów z Północy dały światu chociażby takie zespoły jak wspomniane The Undetrones z ich wielkim przebojem „Teenage Kicks”.

Inną inicjatywą z Irlandii Północnej, już nam współczesną, jest Ohe Yeah Musci Centre w Belfaście. Pomysłodawcami tego przedsięwzięcia są Gary Lightbody ze Snow Patrol, Stuart Bailie dziennikarz muzyczny „Hot Press” i BBC Ulster , Martin Neil i David Matchett, który nazywa siebie pasjonatem muzyczny. Centrum muzyczne przy Gordon Street w Belfaście ma spełniać podobną rolę co „Good Vibrations” w latach 70-tych. Znajdują się tam sale prób, studia nagraniowe, scena koncertowa czy też stała wystawa przedstawiająca historię muzyki rozrywkowej w Irlandii Północnej od czasów Stiff Little Fingers po Ash i Snow Patrol.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Choć założyciele Oh Yeah Music Centre nie zdają sobie sprawy, ich działalność przede wszystkim walczy z obrazem Belfastu, w którym wybuchają bomby. Nie bez znaczenia jest zaangażowanie się w ten projekt Gary’ego Lightbody’ego. Nie oszukujmy się, jednego z najbardziej rozpoznawalnych muzyków z Irlandii Północnej.

Muzyka łagodzi obyczaje. To powiedzenie idealnie pasuje do opisu tego co dzieje się obecnie w Irlandii Północnej. Grupa zapaleńców zabrała się za ocieplanie wizerunku swojej małej ojczyzny. Czy to źle? Nie! Dzięki Hooley’owi, Bailie czy Lighbody’emu świat może poznać takie zespoły jak Rams’ Pocket Radio, SOAK i wielu, wielu innych…

  • http://www.mobiserwis.com.pl/ Skwierzyna

    Uwielbiam twojego bloga jest rewelacyjny.Pozdrawiam