David w Berlinie

heroes zdj

Każdy z nas ma jakieś obsesje. Jedną z moich wielu obsesji jest historia Muru Berlińskiego. Mogłabym czytać, a potem mówić o nim godzinami. Obsesje Murem i przedzielonym nim miastem podzielało w latach 70. XX wielu artystów. Jednym z nich był oczywiście David Bowie.

Androgeniczny Ziggy Stardust, glam-rockowe, postapokaliptyczne czasy „Diamond Dogs”, plastikowy soul z „Yound Americans” czy kolejne alter ego Thin White Duke. Wszystko to zaprowadziło Davida Bowiego na szczyt kariery. A jak to bywało w latach 70. zaprowadziło go też z rodzinnego Londynu do Los Angeles. Był to okres, nie tylko wypełniony po brzegi pracą, ale też kokainą. Wykończony nałogiem i wypaleniem artystycznym Bowie postanowił wrócić do Europy. W czasie pobytu w Kalifornii poznał Christophera Isherwooda. Zafascynowany jego książkami, w tym „Pożegnaniem z Berlinem”, postanowił poszukać swojego szczęścia w tym mieście.

Hauptstraße_155_Berlin-Schöneberg

Hauptstrasse dziś

W 1976 r. David Bowie przyjechał do Berlina Zachodniego. W dość obskurnym budynku przy Hauptstrasse muzyk zamieszkał wraz ze swoim kolegą Iggym Popem. W Berlinie były wokalista The Strooges, z pomocą Bowiego, nagrał „The Idiot”.Tak samo jak w latach 20. XX w., tak i wtedy, Berlin Zachodni stawał się artystyczną i kulturową wyspą w Europie. W latach 70. nie można było nie być w Berlinie. Dla Bowiego, zafascynowanego niemieckim ekspresjonizmem, było to miejsce idealne. Razem z Popem, poza wychodzeniem z nałogu, spędzali część wolnego czasu w Bucherhalle, księgarni położonej niedaleko ich domu. Bowie mógł na moment zapomnieć, że jest gwiazdą rocka. Zresztą zaczął wtedy prowadzić dość zwyczajne, pozbawione splendoru życie gwiazdy, do którego przywykł w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych. W proletariackim stroju przemierzał miasto na rowerze. W ten sposób codziennie dojeżdżał ze swojego mieszkania przy Hauptrstarsse do Hansa Studio.

Bowie4

Panowie w Hansa Studio

Właśnie w tym studiu narodziła się tzw. Trylogia Berlińska, za którą odpowiedzialni byli, oprócz Bowiego, Brian Eno i Tony Visconti. Na pewno na „Low”, wydane w 1977 r., wpływ miała fascynacja Davida krautrockiem i takimi zespołami jak Kraftwerk i Neu! To właśnie na instrumentalnej części płyty „Low” znajdują się takie utwory jak „Warszawa” czy poświęcony mieszkańcom Berlina Wschodniego kawałek „Subterraneans“.

W tym samym roku do sklepów trafił kolejny album z trylogii, czyli „Heroes”. Bez wątpienia i na tym albumie słychać echa zeitgeist, Zimnej Wojny i podzielonego miasta, w którym mieszkał i tworzył Bowie. O powstaniu tytułowej piosenki krąży wiele legend. Jedna z nich – chyba najbardziej popularna, bo przytaczana zarówno przez Spitza, jak i Rory’ego MacLeana, autora książki „Berlin. Miasto z wyobraźni” – głosi, że pewnego dnia Bowie wyglądał przez okno Hansa Studio, które znajdowało się nieopodal Muru Berlińskiego. Zauważył, jak przy murze całuje się wraz z kochanką, Antonią Mass, Visconti. Wtedy w głowie Bowiego powstał obraz strażników ze Wschodniego Berlina z karabinami oraz pary kochanków, z których każde mieszka po innej stronie Muru. Byli to kochankowie rozdzieleni przez historię i politykę, żyjący w wiecznym strachu, którzy pragną tylko wolności niczym delfiny (I wish you could swim. Like the dolphins, like dolphins can swim).

Płytą zamykającą berliński czas Bowiego było „Lodger” z 1979 r. Krążek powstawał nie tylko w Berlinie, ale też w Szwajcarii i nie został już tak optymistycznie przyjęty przez publikę i krytyków. Muzyk nazwał trylogię swoim DNA. W czasie pobytu w Berlinie oprócz zerwania z nałogiem, stał się muzykiem kompletnym. Nie był już odrealnioną gwiazdą, która co rusz przybiera nowe wcielenia. W tym podzielonym mieście nauczył się też pisać o sprawach ważnych. Zrozumiał swoją młodzieńczą naiwność i stał się głosem zagubionego pokolenia, które wyszło na ulice w 1968 r.

9915029_BowieBerlinTrilogy666

Bowie i Visconti jako turyści udali się też do Berlina Wschodniego. Wcześniej, wracając z Moskwy pociągiem w 1968 r. muzyk wysiadł na dworcu Warszawa Gdańska. Jednak równie krótki pobyt w Berlinie Wschodnim w latach 70. był dla niego może bardziej szokujący. Zobaczył świat, w którym od ćwierćwiecza nic się nie zmieniło, gdzie po drogach poruszały się stare trabanty.

A David Bowie niejednokrotnie wracał do Berlina. Jednym z jego ostatnich spacerów jest sentymentalna piosenka „Where Are We Now” z 2013 roku. Na koniec nie wrzucę akurat tej piosenki, ale „Heroes” to znaczy „Helden”.

Teraz w Berlinie można udać się na wycieczkę śladami Davida Bowie. Ale nie tylko ten muzyk postanowił związać choć na krótki czas swoje losy z tym miastem. W Hansa Studio „Achtung Baby” nagrywało U2, a do tego po mieście jeździło trabantami. Również dla Peaches Berlin stał się drugim domem. Ale to już jest historia na zupełnie inny, kolejny wpis. A dziś w Berlinie wielkie świętowanie z okazji 25-lecia upadku Muru Berlińskiego.