We are not amused

victoria (1)

„Victoria” to serial dla fanów brytyjskiej monarchii, seriali historycznych i brytyjskiego akcentu, który ma zapełnić pustkę po „Downton Abbey” i przyciągnąć widzów w piątkowe wieczory przed telewizory.

TVP podąża tropem brytyjskich mediów. To, co było emitowane w tamtejszej telewizji, trafia też i do Polski. Powód? Skoro brytyjski serial, i to z BBC, albo ITV, na pewno będzie miało wysoką oglądalność i u nas. Jest w takim rozumowaniu jakiś sens.

Trend kupowania seriali brytyjskich przez publicznego nadawcę w Polsce nie jest taki aż nowy. Ten pomysł nie funkcjonuje od jakiś trzech czy czterech lat. Wystarczy przypomnieć „Doctora Who”. Tak, serial o kosmicie w niebieskiej budce można było obejrzeć na TVP1. Godzina emisji była raczej przedpołudniowa, bo ktoś zapewne stwierdził, że serial jest dla bardzo małych dzieci, które przedpołudnia spędzają w domu. Serial się u nas nie przyjął, a wtedy nikt nie spodziewał się takiego światowego fenomenu, wybuchu Whomanii. Jako ciekawostkę można dodać, że telewizja w Polsce pokazała dwa filmy z Doctorem już w 1979 roku.

Takim przełomowym brytyjskim serialem dla publicznego nadawcy w Polsce było bez wątpienia „Downton Abbey”. Szkoda tylko, że późniejsze serie nie były aż tak bardzo promowane, a serial został przeniesiony do TVP HD. ITV z pomysłem serialu trafiło w samo sedno. Wielu osobom przypomniało się, że nie tylko BBC ze swoim „Pure Drama” może robić dobre, a do tego kasowe, seriale. ITV zarobiło naprawdę duże pieniądze na sprzedaży serialu stacjom na całym świecie. TVP, która przez lata miała problemy ze stworzeniem własnego formatu, postawiła na sprawdzone seriale i w sumie chwała im za to! Potem to jakoś już poszło z tymi serialami. Na TVP 2 był „Sherlock”, na TVP 1 „Poldark”. Skończył się ten ostatni serial, więc trzeba było zapełnić piątkową wieczorną ramówkę jakimś brytyjskim serialem. Przyszedł czas na „Victorię”.

ITV po wielu sezonach postanowiła zakończyć produkcję „Downton Abbey”. Choć wiele osób płakało nad tą decyzją, to trzeba jednoznacznie powiedzieć, że była to dobra decyzja. Postać grana przez Maggie Smith musiała mieć już grubo ponad 100 lat, a seria nie znudziła się. Pojawiła się serialowa pustka, którą trzeba było jakoś zapełnić. Władze ITV wyszły z założenia, że skoro ich wielki hit przyciągał przed telewizory miliony, to trzeba postawić na sprawdzony schemat. Do tego Netflix zapowiedział swoją pierwszą brytyjską produkcję, która miała, jakżeby inaczej, być o rodzinie królewskiej. Konkurencja nie śpi, my nie mamy swojego serialu do jesiennej ramówki 2016, co robić? najlepiej nakręcić serial kostiumowy o rodzinie królewskiej, do tego ze znaną, popularną aktorką młodego pokolenia, która przyciągnie młodszego widza.

„Victoria” jest kopią „Dowton Abbey”. Znów na srebrnym ekranie mamy sportretowaną arystokrację i jej służbę. Ten podział jest najbardziej widocznym powtórzeniem motywu z poprzedniego serialu. Znów są piękne stroje, intrygi dworskie na salonach oraz życie służby, które toczy się w ciemnych piwnicach i wokół długiego, kuchennego stołu.

Serial rozpoczyna się w 1837 roku, kiedy młoda dziewczyna Aleksandryna Wiktoria dowiaduje się, że została królową Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii po śmierci jej wuja Wilhelma IV. Okazuje się, że bycie królową nie jest takie proste, zwłaszcza kiedy ma się 18 lat i dwór, w tym własna matka, spiskuje przeciw monarchini. Jenna Coleman z wrodzoną sobie prostolinijnością i wdziękiem portretuje zagubione dziecko, na które spadł tak wielki obowiązek. Jedyną osobą, która sprzyja nowej królowej jest Lord Melbourn, ówczesny premier, z ramienia partii wigów, grany przez Rufusa Sewella. I to właśnie dla niego, a szczególnie dla jego oczu, można oglądać serial. Bo tak naprawdę to „Victoria” w żaden sposób nie jest serialem nowym, czy odkrywczym. Dobrze, Jenna Coleman przypomina nam, że królowa była kiedyś młoda, powabna, do tego zakochana i nie zawsze kochana przez swoich poddanych.

Queen-Victoria-Jenna-Coleman-and-Lord-Melbourne-Rufus-Sewell-705092

Pierwsze odcinki naprawdę wciągają, mimo dobrze znanego schematu. Są kostiumy, znani aktorzy i ładna czołówka. Jednak z odcinka na odcinek serial zwalnia tempo. Twórcy postanowili zmieścić jak najwięcej w aż ośmiu odcinkach. Pojawienie się postaci księcia Alberta (w tej roli Tom Hughes) nie pomaga. Paradoksalnie, najwięcej chemii jest pomiędzy Jenną Coleman i Rufusem Sewellem, dla relacji których ogląda się serial.

„Victoria” to serial z bardzo znanym schematem, a do tego nierówny, który zwalnia z odcinka na odcinek. Raczej dla wielkich fanów brytyjskiej telewizji i wszystkiego, co związane z rodziną królewską.

*We are not amused – cytat przypisywany królowej Wiktorii. Badacze czasów wiktoriańskich kłócą się do dzisiaj, czy naprawdę królowa wypowiedziała te słowa. Wersji jest wiele. Obecnie uważa się, że Wiktoria jednak nigdy nie powiedziała tych słów. Jest to jednak historia na osobny wpis.