Magia Doctora

p032kxdq

Za nami pierwszy odcinek nowego sezonu „Doctora Who”. Oczekiwania były bardzo wysokie, zwłaszcza, że cała ekipa pracująca przy produkcji, zapowiadała coś wielkiego.

Coś wielkiego miało nastąpić już w pierwszym odcinku. Steven Moffat ostrzegał od paru dni, a może i tygodni, że „Magician’s Apprentice”, że poziomem emocji bardziej będzie przypominać odcinek finałowy, niż otwierający serię. I tak też się stało. Dostaliśmy akcję godną dobrego zakończenia oraz prawdziwe emocje, których brakowało w odcinku finałowym ósmego sezonu. Co prawda nie obyło się bez dłużyzn, ale nie aż tak wielkich. Było też moffatowe zaskakiwanie widza i nie jeden fan pewnie złapał się za głowę. Tym razem obyło się jednak bez krzyków „Ale po ci i dlaczego?”. Zastąpiło je „wow!”. Ktoś mógłby zarzucić, że w sumie za mało Doctora w „Doctorze”. Pojawił się w odpowiednim momencie. Doctor  dostał wreszcie wejście godne Rebel Time Lord.

 Doctor Petera Capaldiego powoli staje moim ulubionym Władcą Czasu. Jest nieobliczalny, współczujący, zabawny, trochę punkowy i charyzmatyczny. Jest takim kosmitą, jakiego chciałabym spotkać na swojej drodze, i z którym wsiadłabym do TARDIS, wiedząc, że choć jest momentami oschły, na pewno mnie nie zostawi. Jest to Władca Czasu, z którym można się kłócić, śmiać, być szczerym. Prawdziwy przyjaciel. Właśnie, przyjaźń. Od pierwszego odcinka wiemy, że relacja Doctora i Clary zmieniła się, że są dwójką najlepszych przyjaciół. Wróćmy jednak do samego Capaldiego. Chyba wreszcie scenarzyści odkryli, jaki powinien być jego Doctor. Dostaliśmy wreszcie dobrze skonstruowaną postać, taką, na jaką czekaliśmy. To jak zwykle Peter Capaldi jest najmocniejszą stroną tego serialu. W swoim pierwszym sezonie nie raz ratował średni scenariusz swoją grą. Również relacja Doctora i Missy jest równie ciekawa i zawiła. Micheal Gomez i jej Missy nie zostawiają widza obojętnym na tę postać.

p032kznkŹródło: http://www.bbc.co.uk/

Steven Moffat posłużył się przy okazji dobrze znanymi miejscami i postaciami, dobrze znanymi widzowi. Było trochę z klasycznych Doctorów, trochę z Dziesiątki. Jednak tym razem nie była to nieudana próba zbudowania nowej serii na bazie postaci już wykorzystanych, mocno wyeksploatowanych (jak w pierwszym odcinku ósmego sezonu). Tym razem było puszczanie oka do widza, zabawa w skojarzenia, przywracanie postaci wartych jeszcze wykorzystania, które nie znudziły się fanom.

Pierwszy odcinek pozostawia wiele otwartych kwestii i pytań. Pierwsze z nich, to oczywiście, czy serial do końca sezonu będzie trzymać taki poziom, czy znów okaże się bardzo nierówny. Kolejne są oczywiście związane z przygodami Doctora i Clary. Oglądając pierwszy odcinek odniosłam wrażenie jakbym oglądała scenariusz napisany przez Stevena Moffata razem z Russellem T Davisem. Znów było puszczanie oka. Niech Doctor cały czas taki będzie. Szalony, punk-rockowy, oddany. Na takiego bohater czekaliśmy! Na jakiego na pewno ja czekałam.