Z kiosku do internetu

epaselect epa05231433 The last print edition of British newspaper the Independent is pictured in London, Britain, 26 March 2016. The Independent released its last print edition on 26 March 2016, though will continue as an online newspaper. EPA/WILL OLIVER

Tegoroczna sobota wielkanocna na pewno zapisze się jako smutny dzień nie tylko dla prasy brytyjskiej. Tego dnia, po 30 latach, po raz ostatni ukazał się drukiem na Wyspach Brytyjskich dziennik „The Independent”.

Kiedy część z nas była zajęta ostatnimi przygotowywaniami do świąt wielkanocnych, na Wyspach Brytyjskich spora grupa żyła ostatnim drukowanym wydaniem gazety „The Independent”. Wiadomość tę odnotowały wszystkie media, w tym konkurencyjne gazety. Pewnie blady strach padł na wielu dziennikarzy prasowych, bo taki los może czekać w przyszłości inne tytuły i spełni się proroczy tytuł książki Bernarda Pouleta „Śmierć gazet gazet i przyszłość informacji”. Po raz kolejny za to scenarousz filmowy stał się rzeczywistością. Popularny numer przestaje wychodzić drukiem i trafia do internetu. W filmie „Sekretne życie Waltera Mitty” taki los spotkał przecież kultowy magazyn „Life”. Zresztą na prawdziwej historii „Life”opierał się Ben Stieller, a nie remaku filmu z 1947 roku, czy na opowiadaniu Jamesa Thurbera. Tłem przygód Waltera było zaprzestanie wydawania „Life” i przejście gazety do internetu. Magazyn miał wiele wzlotów i upadków, choć wydawało się, że jak miesięcznik, a potem wkładka do popularnych amerykańskich dzienników przetrwa, to jednak w 2007 roku ostatecznie trafił do sieci.

SEKRETNE-ZYCIE-WALTERA-MITTY-1024x682

Nawiązań filmowych do powolnej śmierci gazet drukowanych jest wiele. W „The Thick of It” Malcolm Tucker wieszczy dziennikarzom powolną agonię dzienników, które trafią do internetu, a oni stracą pracę, a w „Spotlight” – który jest zresztą hołdem dla starego, papierowego dziennikarstwa – przed redakcją wyrasta bilbord, który jest znakiem nadchodzących internetowych czasów.

Koniec drukowanego „The Independent” to jednak nie scenariusz filmowy czy apokaliptyczna wizja przyszłości prasy drukowanej, a rzeczywistość. Dziennik choć nie należał do klubu gazet, które swoje początki mają jeszcze w XIX wieku lub wcześniej, na stałe wpisał się w krajobraz rynku prasowego w Wielkiej Brytanii. Pierwszy numer trafił do kiosków 7 października 1986 roku. Jego założycielami była trójka dziennikarzy, którzy wcześniej opuścili „The Daily Telegraph”: Andreas Whittam Smith, Stephen Glover i Matthew Symonds. Gazeta od początku związana była z nurtem liberalno-centrolewicowym i prorynkowym, choć oficjalnie nie popierała żadnej z partii politycznych. Wyjątek zrobiła w 2010 roku i poparła Liberalnych Demokratów. Wszystko po to, aby Torysi nie doszli do władzy. Zresztą 1986 rok był to bardzo ciekawy czas na rynku medialnym w Wielkiej Brytanii. Końcówka lat 80., to czas, kiedy swoje imperium tabloidowe buduje Rupert Murdoch, który wielokrotnie udowodnił, że nie cofnie się przed niczym, aby tylko opublikować dobrze sprzedającą się wiadomość. Wydawało się, że w momencie, kiedy w cenie były sensacje, nie ma miejsca dla kolejnej poważnej gazety. Nowy tytuł zainteresował na tyle Brytyjczyków, że w 1990 roku wypuszczono kolejny tytuł „The Independent on Sunday”. Jednak w tym samym roku zaczęły pojawiać się pierwsze problemy finansowe. Zaczęto odsprzedawać udziały kolejnym domom mediowym. Kluczowy był 2010 roku. Tytuł dziennik wtedy kupił rosyjski oligarcha Aleksandr Lebiediew. Pojawiły się nawet prześmiewcze grafiki, w których tytuł „The Independent” pisany był cyrylicą. Gazeta jednak przynosiła od 1993 roku ciągłe straty.

W Wielkiej Brytanii podział na opiniotwórcze dzienniki i tabloidy jest dosłownie widoczny. Pierwsze wychodzą w dużym formacie, tzw. broadsheet a drugie w małym, tabloidowym. Obecnie trochę się to zmienia. Format „The Independent” również uległ zmianie. Od 2003 roku gazeta zaczęła wychodzić w mniejszej, afiszowej formie. Rok później zdobyła prestiżowy tytuł National Newspaper of the Year w konkursie British Press Awards 2004. Nie uchroniło to gazety przed kolejnymi problemami finansowymi i w ostateczności do przenosinami do internetu.

W ten sposób nie skończyła się może pewna epoka, ale na pewno ważny okres na rynku wydawniczym w Wielkiej Brytanii. Konkurencyjny „The Guardian” napisał nawet, że „The Independent: to gazeta zabita przez internet” („The Independent: a newspaper killed by the internet”). Nie jest to jedyny ważny tytuł, który w XXI wieku został zmuszony lub też po prostu uciekł do internetu. Wystarczy wymienić chociażby amerykańskiego „Newsweeka”, który po raz ostatni drukiem ukazał się pod koniec 2012 roku. Od 2013 roku amerykańskiego „Newsweeka” nie kupimy w kiosku, a przeczytamy tylko w internecie.