Zabawni i dumni

Pride-Film-Poster-638x424

Brytyjskie kino kolejny raz udowadnia, że o historii – nawet tej trudnej – można mówić zabawnie, ale nie prześmiewczo.

Był „Billy Eliot”, „Goło i wesoło”, „Orkiestra”, a do tego Manic Street Preachers – trochę w mniej żartobliwym tonie – śpiewało o walce górników z nieludzką Margaret Thatcher. Czy popkultura jest w stanie wyciągnąć coś jeszcze z worka z napisem „protesty górników w Wielkiej Brytanii” i stworzyć coś ciekawego? Okazuje się, że tak i przykładem na to może być film „Dumni i wściekli”, który od piątku na ekranach naszych kin.

Przede wszystkim cieszę się, że „Dumni i wściekli” nie podzielili losu „Good Vibrations”, na którego dystrybucję w Polsce nie mamy chyba już co liczyć, a szkoda, bo choć to film może na pierwszy rzut oka niezrozumiały dla polskiego widza, to może przybliżyć lepiej konflikt w Irlandii Północnej. Może na decyzję o polskiej dystrybucji filmu Matthew Warchusa wpłynęła BAFTA dla najlepszego brytyjskiego debiutu? Zostawmy jednak te rozważania na boku i cieszmy się, że możemy ten film oglądać w naszych kinach. A jest to obraz wart obejrzenia.

pride1

Oglądając „Dumnych i wściekłych” nie raz zadamy sobie pytanie, czy tak było naprawdę? Czy taka historia się wydarzyła? Otóż tak. W 1984 r. grupa działaczy LGBT postanowiła wesprzeć protestujących przeciw zamykaniu kopalń walijskich górników. I w ten oto sposób doszło do porozumienia, ponad klasowego, dwóch grup, które połączyła niechęć do Żelaznej Damy i establishmentu do nich samych. Spełnił się dzięki temu sen lewicowych aktywistów. Jednak film, to nie jest jakiś manifest komunistyczno-lewicowy. Niektóre z postaw zostały nawet na potrzeby filmu złagodzone. Jednak nie to jest tematem filmu samym w sobie. Jest to ciepła opowieść o poznawaniu samego siebie, przekraczaniu granic (również tych mentalnych), miłości, pogodzeniu się z sytuacją, w której się znaleźliśmy i chęci pomagania słabszemu.

pride2

To, co tak naprawdę przyciąga do kina, to nie sama historia, a aktorstwo. Matthew Warchusowi udało namówić się do współpracy takich aktorów jak Bill Nighy, Imelda Staunton, Dominic West, Andrew Scott czy Paddy Considine. Choć postaci są mocno zarysowane i wręcz typowe dla tej konwencji, nie popadają w schematy, a przez to w śmieszność. Wszystko to okraszone – w większości – walijskim akcentem. Dzięki znakomitemu aktorstwu, sprawnie napisanym dialogom na ekranie możemy oglądać brytyjską komedie w najlepszym wydaniu. Do tego zabawne przeciwstawienie sobie dwóch, tak dalekich od siebie, grup. I ani w tym cienia groteski.

„Dumni i wściekli” to film, który ogląda się z niekłamaną przyjemnością, a do tego uśmiech prawie cały czas nie schodzi z naszej twarzy, choć jest też czas na refleksję. A do tego, mało kto, tak jak Brytyjczycy, potrafi mówić o trudnych tematach w sposób zabawny i uroczy.