Z Peru na duży ekran

timthumb

Znany każdemu angielskiemu dziecku Miś Paddington wreszcie doczekał się ekranizacji i to z korzyścią dla niego samego. Po wyjściu z kina nie jedno duże dziecko sięgnęło na półkę po swój egzemplarz książki i ulubionego pluszaka.

Przy przenoszeniu książki dla dzieci na duży  ekran łatwo popaść w banał, szczególnie kiedy chce się przyciągnąć do kina nie tylko najmłodszych, ale też ich rodziców. Mieliśmy już w ekranizacje francuskiego „Mikołajka”, teraz mamy angielskiego „Paddingtona” w gwiazdorskiej obsadzie. A początki nie były łatwe. Colin Firth, który miał dać głos przybyszowi z Peru, wycofał się z produkcji, ale na szczęście zastąpił go Ben Whishaw, którego niestety nie mogliśmy usłyszeć w polskiej wersji językowej. Nie obyło się bez innych przeszkód. Mądrzy ludzie z British Board of Film Classification uznali najnowsza produkcję za zbyt niebezpieczną dla najmłodszych, a język określili jako „mild bad”. Po takich zapowiedziach strach iść do kina, a co dopiero zabierać ze sobą dziecko. Uspokajam. Jeśli boimy się nawet pająka, albo ciemności, to i tak możemy bezpiecznie iść na seans i to w towarzystwie młodszej siostry czy młodszego brata.

Autorzy zaserwowali nam 90 minut świetnej zabawy dla całej rodziny, gdzie jest miejsce zarówno na śmiech, jak i na łzy i wzruszenia. Każda z postaci wnosi coś od siebie do filmu. Mamy przecież w roli pana Browna Lordra Grantham, to znaczy Hugh Bonneville’a czy uroczą Sally Hawkins jako panią Brown. Film jest zresztą naszpikowany gwiazdorską obsadą. Jak zwykle przezabawna Julie Walters jako pani Bird, czy Jim Broadbent jako właściciel sklepu z antykami. Nie byłoby przecież filmu przygodowego bez czarnego charakteru, czyli przerażającej Nicole Kidman, której nie sposób się nie bać. Jeszcze nam mało? Całą tę menażerię uzupełnia, jak zwykle fantastyczny, Peter Capaldi. Jego pan Curry jest odpychający, a przy tym zabawny. Dobrze czasem zobaczyć go nieprzeklinającego, albo w roli kosmity z niebieskiej budce telefonicznej.

8f0f5d220d0dac943b78523c174c7dc6

Jest to ekranizacja, do której trudno się przyczepić, zarzucić jej coś. Jest bardzo poprawna. Głównymi odbiorcami są oczywiście dzieci, ale z drugiej strony, kto z nas dorosłych, choć na moment znów nie chciałby poczuć się dzieckiem. W tym zabieganym świecie łatwiej pójść do kina, niż wieczorem sięgnąć po „Paddingtona”, który kurzy się na półce. Jest zabawnie, jest strasznie, jest przede wszystkim rodzinnie. Mimo tego, że pierwsza książka o Paddingtonie wyszła w 1958 r. , to film udowadnia, że jest to – jak w przypadku przygód o Mikołajku – temat ponadczasowy, a autorzy bardzo sprawnie przenieśli film do realiów XXI wieku, gdzie dzieci grają na komputerze i słuchają muzyki na swoich iPodach.

Jeśli jeszcze nie wybraliśmy się do kina na Paddingtona, to kiniecznie musimy to zrobić i to najszybciej. Czeka nas półtorej godziny świetnej zabawy i oderwania się od stresów dnia codziennego. Mi tylko szkoda było, że nie dane mi było – na razie – obejrzeć filmu w oryginale. Pozostaje mi poczekać na DVD.

  • http://parafialucka.pl/index.php/component/k2/itemlist/user/1936 Adam

    Niczego sobie :)