W cieniu kardynała

p01mc3yp

Muszkieterowie w wersji BBC powracają, gotowi do nowych zadań, za to bez swojego największego wroga. Nie oznacza to jednak, że nie czekają na ich przygody, które znów przyciągną rzesze telewidzów.

Przepis na serial przygodowy był prosty. Inspirujemy się postaciami z powieści Dumasa, w roli muszkieterów obsadzamy gwiazdy młodego pokolenia, które przyciągną przed telewizory młodszą widownię, a drugi plan będzie należeć do bardziej doświadczonych aktorów. Udało się. Pierwszy sezon „Muszkieterów” może nie był dziełem wybitnym i wielkim sukcesem komercyjnym, ale został dobrze przyjęty przez widzów na Wyspach. Trzeba było wykorzystać tę dobrą passę i tak jak zapowiadano, powstała druga seria.

Już w czasie emisji pierwszego sezonu, wiadomo było, że Petera Capaldiego, ze względu na rolę w Doctorze Who, nie zobaczymy w drugiej odsłonie. Jednym z klasycznych rozwiązań, po które sięgają scenarzyści w takich sytuacjach, było uśmiercenie bohatera. Nie dziwiłby mnie ten pomysł tak bardzo i nie niepokoił, gdyby nie fakt, że w końcu są to bohaterowie z powieści Dumasa. Jak muszkieterowie mogą istnieć bez swojego największego wroga czyli kardynała Richelieu? Sprawa bądź co bądź bardzo dziwna, żeby nie rzec, kontrowersyjna. Odcinek drugiego sezonu zaczyna się właśnie od sceny pogrzebu pierwszego ministra Francji.

Zrzut ekranu 2015-01-04 (godz. 22.31.24)Też jest mi smutno, że nie ma kardynała Richelieu

Twórcy adaptacji BBC zaprezentowali nam za to nowy czarny charakter, mocno związany z kardynałem, czyli Rocheforta (w tej roli Marc Warren), który do tej pory był więziony w Hiszpanii i wraca do Francji z planami wojennymi dla króla. Wszystko dzieje się jakoś w cieniu kardynała. W pewnym momencie przestałam nawet liczyć ile razy padało nazwisko Richelieu. Jeśli czegoś, a raczej kogoś mi brakuje w tej serii, to kardynała Richelieu. Sposób w jaki Capaldi go zagrał trzymał mnie co tydzień przed telewizorem. To była sama przyjemność, oglądać jak w swoim czarnym płaszczu knuje niecne plany jak zniszczyć muszkieterów. Ponieważ jest to serial, który ma prowadzić do łez i do śmiechu, to rozśmieszyła mnie, prawie do łez, scena, kiedy Ludwik XIII proponuje stanowisko pierwszego ministra Trevirowi.

The Musketeers

Drugi sezon to jednak nowe otwarcie. Pierwszy odcinek był na pewno mroczniejszy, przy zachowaniu balansu między tym co stare a tym co nowe. Mam nadzieję, że z odcinka na odcinek będziemy widzieć  – wreszcie – rozwój tytułowych bohaterów; że staną się pełnokrwistymi postaciami. Nie ma już kardynała Capaldiego, który potrafił przyćmić młodszych kolegów po fachu. Jeżeli następne odcinki zachowają ten poziom, co pierwszy, będzie to naprawdę udany serial spod znaku płaszcza i szpady. Tylko czy to dalej będą „Muszkieterowie” Dumasa?