Miłość w blasku gwiazd

p03cp1l8

Po dość przerażających, i powodujących niekiedy ciarki na plecach, odcinkach świątecznych z ostatnich lat, dostaliśmy odcinek emocjonalny, familijny, w sam raz na świąteczne popołudnie.

Doctor i scenarzyści znaleźli się w dość trudnym położeniu. Władca Czasu właśnie stracił swoją towarzyszkę i groziła mu podróż w czasie i przestrzeni oraz Boże Narodzenie w samotności. Pomysłów na wyjście z tej sytuacji mogło być wiele. Scenarzyści mogli wprowadzić nową postać towarzyszki lub towarzysza, albo powtórzyć zagranie z odcinka świątecznego „The Runnway Bride”, kiedy na jeden odcinek towarzyszką została Donna Noble, grana przez Catherine Tate. Tym razem Steven Moffat postawił na swoją tajną broń, czyli River Song.

Kiedy dowiedziałam się, że River pojawi się w odcinku świątecznym, miałam mieszane uczucia. Należą do mniejszości, którą River irytowała. Nawet nie sama postać River, co Alex Kingston. Uważam, że pomysł na samą postać był świetny, ale Alex jako River już nie przypadła mi do gustu. Miałam bardzo mieszane uczucia, kiedy oglądałam River na ekranie z Jedenastym Doctorem. Teraz już wiem dlaczego. Po prostu nie było chemii między nimi. Może była, ale na pewno nie taka jaka wytworzyła się między Dwunastką a River. Od pierwszych chwil, kiedy tych dwoje pojawiło się razem na ekranie, trudno było nie dostrzec tej więzi pomiędzy nimi. Może po prostu Matt Smith był trochę za młody dla Kingston? Nie chce wypominać Kingston, ani Capaldiemu, wieku, ale pewnie wiek też odegrał swoją rolę. Peter Capaldi jest od swoje koleżanki starszy o pięć lat. Widać było, że ta para dobrze bawiła się na planie. Może to ten urok Capaldiego, który osoby pracujące z nim na planie wspominają i podkreślają? To był pierwszy klucz do sukcesu, a ja zmieniłam zdanie o postaci River. Chemia, jeszcze raz chemia i dobra, wspólna zabawa Capaldiego i Kingston na planie.

WARNING: Embargoed for publication until 00:00:01 on 05/12/2015 - Programme Name: Doctor Who - TX: 25/12/2015 - Episode: n/a (No. n/a) - Picture Shows: ***EMBARGOED UNTIL 00:01hrs 5th DEC 2015*** Doctor Who (PETER CAPALDI), River Song (ALEX KINGSTON) - (C) BBC - Photographer: Simon Ridgway

Odcinek świąteczny, jak przystało na rodzinną atmosferę Bożego Narodzenia, wypełniony był po brzegi emocjami, ale tymi bardzo pozytywnymi, których brakuje nam na co dzień. Okazało się, że Doctor potrafi kochać i też w głębi duszy skrywa jakieś uczucia. Jest to o tyle ważne, bo ta inkarnacja Władcy Czasu dała nie raz odczuć widzowi, że bliżej jej do gwiazd niż do ludzkich emocji. To właśnie postać River pozwoliła Doctorowi Capaldiego na zagranie zupełnie innych emocji i bycie trochę innym Doctorem. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że na moment został trochę uczłowieczony Władca Czasu. Nie potrzebował swoich karteczek i ściąg do wyrażania emocji. Na moment zapomnieliśmy, że Dwunastka potrafi wybuchnąć gniewem. Była to na pewno odmiana. Przez ostatnie dwa lata Capaldiego widzieliśmy na ekranie tylko z Jenną Colman. Mogliśmy obserwować jak relacje Doctora z Clarą ulegają zmianie i ewaluują. Teraz jeszcze większa ciekawość rodzi się u widzu na myśl, kto zostanie nową towarzyszką Dwunastki (Capaldi zapowiedział, że wolałby u swojego boku towarzyszkę, a nie towarzysza) i co z samym Doctorem.

Capaldi tym odcinkiem udowodnił, że potrafi być Doctorem nieprzewidywalnym i jeszcze nie raz może nas zaskoczyć. Mam nadzieję, że wielu nieprzekonanych do siebie, jako Doctora, przekonał, a przynajmniej dał się polubić. Dla mnie jest moim Doctorem, a odcinek świąteczny tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że to Doctor na miarę moich oczekiwań.

The-Husbands-of-River-Song-Promo-Pics-doctor-who-39102271-4281-2854

Nie zabrakło też zwrotów akcji. Dostaliśmy prawie godzinny odcinek, który zupełnie nie był przegadany, ani się nie dłużył, co było jednym z większych minusów dziewiątej serii. Po prostu dobra zabawa na szklanym ekranie dla całej rodziny. Przy okazji, co bardzo ważne, nie było tak strasznie jak bywało w latach ubiegłych. Do dzisiaj ciarki przechodzą mnie po plecach na myśl o bałwanach. Nie tylko zwroty akcji, ale zabawne dialogi umilały świąteczne popołudnie, a w drugoplanowej roli pojawił się Greg Davies. Do tego śnieg, mrugające lampki, poroża renifera i wigilijna randka. Czego chcieć więcej od bożonarodzeniowego odcinka? Prawdą jest, że od odcinka świątecznego nie wymagamy fajerwerków lub aby wbijał nas w fotel. Od tego są finały sezonu. Odcinek świąteczny ma być odpoczynkiem od strachu, nieszczęść i ma podnosić na duchu.

Odcinek był dopełnieniem dziewiątego sezonu, który – nie bójmy się tego powiedzieć – w porównaniu do sezonu poprzedniego, bardzo przeciętnego, był dobry, a nawet bardzo dobry. Nabrał rozpędu. Więcej o samym dziewiątym sezonie możecie przeczytać w poprzednim poście na blogu.

River Song otrzymała pożegnanie godne swojej postaci, a ja ją polubiłam. Ale czy na pewno możemy powiedzieć, że to koniec River i nigdy nie wróci do świata Doctora? Tego nie możemy być pewni. W końcu to Doctor Who, a czas w nim jest wibbly-wobbly. Za to pewne jest jedno. Niesamowicie będzie nam się dłużyło oczekiwanie na dziesiąty sezon Doctora Who. Jednak nic na to nie poradzimy. Możemy jeszcze raz obejrzeć sezon dziewiąty z odcinkiem świątecznym. Tym razem tak szybko się nie znudzimy.

Przepraszam za dużo prywatnych odniesień w tym wpisie. Doctor Who jest tak ważną częścią mnie, że inaczej nie potrafię o nim pisać. Wygląda na to, że na razie to koniec wpisów doctorowych, choć nie obiecuję. Będę jak Steven Moffat, nieprzewidywalna.