Kurczaki łagodzą obyczaje

Boogaloo and Graham1

Zapomnijcie o psach, kotach i innych czworonogach w kinie. Przyszła pora na kurczaki. Boogaloo i Graham oraz ich właściciele podbili serca Brytyjskiej Akademii Filmowej, teraz przyszła kolej na skruszenie waszych.

Za każdym razem, kiedy wspominam, jak fantastycznym miastem jest Belfast, i jak świetnie się w nim bawiła, wiele osób dziwi się, bo co ciekawego może być w mieście, w którym jeszcze siedemnaście lat temu wybuchały na ulicach bomby, a U2 śpiewało przecież o krwawej niedzieli. Przy takiej argumentacji, zaczynam wyliczać wszystkie atrakcje, z muzeum Titanica na czele. Jest to miejsce, w którym żyją ludzie o wielkich sercach, otwarci na nowe pomysły i budujący nową tożsamość Irlandii Północnej opartą na kulturze popularnej. O muzyce już pisałam, teraz pora na film.

Czy w ciągu czternastu minut krótkiego metrażu można wywołać u odbiorcy wszelkie możliwe emocje, począwszy od strachu, po śmiech i łzy ze wzruszenia? Jest to możliwe, jednak nie każdemu się to udaje. Ta sztuka udała się reżyserowi Michaelowi Lennoxowi i scenarzyście Ronanowi Blaney’owi. Co takiego jest w w historii o dwóch braciach, którzy po sprezentowaniu im przez ojca kurczaków, postanawiają zostać wegetarianinami i prowadzić, jak już dorosną, farmę drobiu, że najpierw zawojowała festiwale filmowe na całym świecie, a teraz podbija serca widzów? Żeby tych wyróżnień było mało, to film wygrał BAFT-ę w za film krótkometrażowy. W tej samej kategorii jest też nominowany do Oscara. Co więcej, tłem dla tej opowieści jest Belfast w 1987 roku. Okazuje się przy tym, jak bardzo ponadczasowa jest historia Kłopotów. A może to historia trochę zatacza koło? W świecie, gdzie co jakiś czas docierają do nas wiadomości o jego okropnościach, wojnach, okazuje się, że to – wiem, że zabrzmi to banalnie, jeszcze z moich ust – ale miłość, przywiązanie do drugiej osoby i walka o słabszego pozwala przetrwać w schizofrenicznej sytuacji zagrożenia.

„Boogaloo and Graham” jest też kolejnym filmowym przykładem, jak twórcy z Irlandii Północnej potrafią poradzić sobie ze swoją, bardzo niełatwą, przeszłością. Okazuje się, że można podejść do tak trudnego tematu odrzucając patos i martyrologię, a przy tym nie popaść w śmieszność. Bo najlepiej, a zarazem najtrudniej, opowiadać historię w lekkiej formie, bez wybuchów i rozdzierania szat. Film duetu Lennox-Blaney (ten drugi obecnie uważany jest za jednego z najlepszych pisarzy w Irlandii Północnej) to nie jedyny obraz ostatnich lat, który porusza temat Kłopotów bez rozdrapywania niedawno zabliźnionych ran, bez pokazywania scen takich, jak na przykład  w „Głodzie” czy „Krwawej Niedzieli”. Wystarczy wspomnieć fenomenalne „Good Vibrations” z 2013 roku, o którym już wspominałam czy „Shooting for Socrates” (fani piłki nożnej pewnie domyślają się o czym może być ten film).

goodvibrations

Szkoda tylko, że przy takich sukcesach kinematografii północnoirlandzkiej budżet na ten cel został obcięty przez władze lokalne. Swoje głosy sprzeciwu parę tygodni temu wyraziło wielu twórców kultury z Irlandii Północnej. Wśród nich znalazł się też wokalista Snow Patrol Gary Lightbody.

Zrzut ekranu 2015-02-18 (godz. 16.40.27)

„Boogaloo and Graham” to historia, która przez czternaście minut pozwoli nam się i śmiać (scena w pokoju braci przezabawna), i wzruszać (takich momentów będzie przynajmniej trzy). Mogę napisać, że sytuacja kurczaków i ich właścicieli to metafora życia w Irlandii Północnej, mogę też bardzo dobrze stwierdzić, że w sytuacji zagrożenia i strachu, to miłość jest kołem ratunkowym, które pozwala pozostać nam na powierzchni. Wszystko to prawda. O tym jest ten film.  Napiszę jednak ważne przesłanie, jakie niesie ze sobą ten film. Każdy może mieć psa, ale nikt nie ma kurczaków!