Kino kontra polityka

bafta_award

Za nami 70. ceremonia rozdania brytyjskich nagród filmowych BAFTA. W tym roku obyło się bez skandali, ale za to z mocnymi akcentami politycznymi.

Gala rozdania BAFTA jest bardzo specyficzna. To taka impreza, podczas której Hollywood przypomina sobie, jak wiele zawdzięcza Brytyjczykom. Ci natomiast trochę się podlizują Amerykanom oraz trochę się z nich naśmiewają. Tegorocznym leitmotivem był oczywiście wybór Donalda Trumpa na prezydenta Stanów Zjednoczonych. Brytyjczycy śmiali się z Amerykanów, że mają takiego prezydenta, a oni, odbierając nagrody, wygłaszali mowy przeciw swojemu prezydentowi. Tak, w tym roku było bardzo politycznie. Stephen Fry wbijał kolejne szpile Trupowi i co najważniejsze, w tym roku nie musi zawieszać konta na Twitterze, po nazwaniu kogoś „bag lady”.

Amerykańscy twórcy odnosili się spraw amerykańskich, a brytyjscy do tego, czym żyje Wielka Brytania. Oczywiście nie mogło zabraknąć tematu Brexitu. Za to najbardziej w rząd swoją przemową uderzył Ken Loach. Reżyser zresztą jest znany ze swoich poglądów społeczno-politycznych. Ale tylko Emma Stone połączyła w swojej mowie wątki wyboru Trumpa na prezydenta z Brexitem. Tak, Emma Stone miała ewidentnie przygotowaną mowę.

EE-BAFTA-British-Academy-Film-Awards-Winners-on-stage-Royal-Albert-Hall-London-UK-12-Feb-2017

Jeśli chodzi o nagrody, to nie obyło się bez zaskoczeń. „La La Land” zgarnął to, co miał zgarnąć. Tym razem jednak bez nagrody dla Ryana Goslinga, bo brytyjska akademia filmowa przyznała statuetkę Casey’owi Affleckowi. I to chyba jemu przypadnie Oscar, a nie Goslingowi. Chociaż po amerykańskiej akademii można spodziewać się wszystkiego, skoro nominacji nie dostała Amy Adam za rolę w „Arrival”. Z nagrody chyba najbardziej cieszył się Dav Patel za drugoplanową rolę w „Lion”. Nikogo za to nie zdziwiła nagroda dla filmu nieanglojęzycznego dla węgierskiego „Szyna Szawła”. Film w zeszłym roku zgarną Oscara. Tak, BAFTY i Oscary nie zawsze w kategorii nieanglojęzycznej przyznają nagrody w tym samym roku.

Jak zwykle było bardzo brytyjsko, wciąż kameralnie, jak na tak dużą i ważną imprezę. Był też książę Bill i po raz pierwszy Kate Middeltone. Wciąż ze Stephene Fryem i typowym brytyjskim poczuciem humoru. Albo nie, niech BAFTY będą bardziej brytyjskie. Niech się BAFTY nie zmieniają. A ja jak co roku czekam na wiosnę i nagrody telewizyjne.