Każdy skrywa jakąś tajemnicę

Broadchurch-series-2

Na drugi sezon fani kryminałów musieli czekać bisko dwa lata. Druga seria „Broadchurch” była jedną z najbardziej wyczekiwanych premier telewizyjnych tej zimy. Znów wracamy do znanych postaci i miejsc, jednak już nic nie jest takie same.

Miałam duże oczekiwania wobec drugiego sezonu „Broadchurch”, ale też obawy. Nie jest żadną filozofią nakręcić drugi sezon świetnie przyjętego serialu z gwiazdorską obsadą; problemy pojawiają się jeśli chce się zachować nie gorszy poziom od pierwszej części. Czy scenarzyści podołają temu zadaniu? Czy zamiast tego będziemy mieli kiepską, robioną na siłę kontynuacje? Z tymi obawami zasiadałam przed telewizorem. Przecież nagradzana Olivia Colman, tajemniczy David Tennant i malownicze sceneria nie muszą oznaczać sukcesu.

Pierwszy sezon przyniósł nam rozwiązanie zagadki zabójstwa Danny’ego Latimera, ale jak pokazuje nam pierwszy odcinek drugiego sezonu zostało wiele spraw do wyjaśnienia. Przeszłość daje o sobie znać już od pierwszych minut odcinka. Ten niepokój i strach, który towarzyszy mieszkańcom Broadchurch będzie nas trzymał do samego końca odcinka. Nawet nie zauważymy, kiedy minie te ponad czterdzieści minuty. To właśnie przeszłość odegra najważniejszą rolę w tej serii. To ona jest największą zagadką, z którą muszą zmierzyć się bohaterowie. Chylić czoła trzeba przed scenarzystą Chrisem Chibnallem. To w końcu spod jego ręki wyszło „The Great Train Robbery” (w święta emitowane w Ale Kino! Kto nie obejrzał jeszcze, niech nadrobi), nie mówiąc już o odcinkach „Torchwood” czy „Doctora Who”.

tumblr_nhq9aciy4k1qcvqsto1_500

Mieszkańcy miasteczka stawić czoła muszą nie tylko wydarzeniom sprzed siedmiu miesięcy. Kluczem do rozwiązania zagadek – bo sprawy komplikują się już w pierwszym odcinku – jest poznanie samych siebie i zaufanie drugiej osobie.Z drugiej jednak strony wiemy, że nikomu nie możemy ufać. Przed ekran przyciąga też niesamowita chemia, która jest między Tennantem a Colman. Oprócz dobrze znanych nam bohaterów, w miasteczku pojawiają się nowe postaci, które mogą być kluczem do rozwiązania wielu zagadek, albo też postarają się utrudnić ich rozwiązanie. Każdy z bohaterów jest podejrzany, mimo, że tak naprawdę do końca nie wiemy, jak potoczą się ich dalsze losy i co tak naprawę się stanie lub właśnie się stało. Mam tylko nadzieję, że ilość wątków źle nie wpłynie na całość. Tu nawet nie chodzi o pogubienie się w ich wielości, ale o stworzenie nieprawdopodobnej historii, która będzie trochę naciągana. Na razie tak się nie zapowiada, ale trzeba być na baczności. Jednak mam dobre przeczucia i znów pewnie posypie się lawina nagród.

Telewizja – brytyjska-  kolejny już raz udowadnia, że dobrych produkcji nie trzeba szukać tylko w kinie. Jeśli kolejne odcinki będą trzymać poziom pierwszego, to znów finał sezonu obejrzy blisko dziewięć milionów widzów. Moje oczekiwania po pierwszym odcinku są nawet większe niż przed premierą. Jest dobrze, jednak z końcową oceną trzeba poczekać do ósmego sezonu.

Powtórzę, nie warto tracić czas na „Greacepoint”, skoro jest „Broadchurch”.