Brytyjska maska

bafta2

Za nami 68. ceremonia wręczenia nagród Brytyjskiej Akademii Filmowej. Było brytyjsko, z lekką hollywoodzką domieszką.

Ze wszystkich nagród filmowych BAFTA należy do moich ulubionych. Oscary to za duży przepych, Złotymi Globami najczęściej nie są nagradzają filmy, które mi się podobały, a Cezary są zbyt francuskie, nawet jak na mnie, a do tego, aby zrozumieć, muszę oglądać transmisję z lektorem lub napisami.

W tym roku brytyjskie nagrody zostały przyznane po raz sześćdziesiąty ósmy. Jeśli dobrze policzymy, to wyjdzie nam, że po raz pierwszy zostały wręczone w 1947 r. W tym roku powstała The British Film Academy. Mijały lata i w 1958 r. akademia połączyła się z Gildią Producentów i Reżyserów Telewizyjnych (The Guild of Television Producers and Directors). W ten sposób powstało Towarzystwo Sztuk Filmowych i Telewizyjnych (The Society of Film and Television). Jednak marka znana nam dziś jako BAFTA czyli Bristish Academy of Film and Television (Brytyjska Akademia Sztuk Filmowych i Telewizyjnych) została tak nazwana w 1976 r. Tego też roku w obecności rodziny królewskiej – Jej Wysokości Królowej Elżbiety i Księcia Filipa – została otwarta przy Piccadilly 195 siedziba Towarzystwa. Przy okazji warto wspomnieć, że rodzina królewska ma bliskie kontakty ze światem filmowym, i nie mam tu na myśli wszelkich plotek, które z książąt z jaką gwiazdą filmową ma romans. Członkowie rodziny królewskiej obejmują zaszczytną funkcję prezydenta Akademii. Od 2010 r. pełni ją książę William. Ponieważ jako historyk lubię wszelkie daty, muszę Was uraczyć jeszcze paroma. Znana nam dobrze Bronze Mask, czyli statuetka wręczana zwycięzcom została zaprojektowana przez amerykańskiego rzeźbiarza Mitzi Cunfiffe’a i została przyznana pierwszy raz w 1955 r.

BAFTA to nie tylko nagroda wręczana raz do roku w Royal Opera House. To cały cykl nagrodowy, który startuje jesienią. Statuetki wręczane są aż siedem razy do roku nie tylko w dziedzinie filmu. BAFT-ę można dostać za gry wideo, za filmy i programy dla dzieci. Jednak najciekawsze są nagrody przyznawane wiosną, najczęściej w kwietniu. Od 1955 r. przyznawane są tak zwane BAFTA TV. Początkowo wręczała je wspomniana już Gildia Producentów i Reżyserów Telewizyjnych. Od 1968 do 1997 nagrody telewizyjne były przyznawane razem z produkcjami kinowymi, coś jak Złote Globy. I to właśnie te nagrody telewizyjne lubię najbardziej. Kwietniowa gala to brytyjskość w najbardziej klasycznym wydaniu. Na czerwonym dywanie możemy podziwiać znanych nam z produkcji telewizyjnych brytyjskich aktorów. Uśmiecha się do nas David Tennant w kilcie, David Bradley stara się uśmiechać, a do tego Steven Moffat zapowiada jak fantastyczny będzie kolejny sezon Doctora i Sherlocka. Stopień brytyjskości we mnie zwiększa się wtedy do poziomu +250. Nagrodę może dostać też niebrytyjska produkcja, ale tylko w dwóch kategoriach – Nagroda Międzynarodowa i Nagroda Publiczności. I choć wygrywa The Breaking Bad, ale nagrodę publiczności i tak zgarnia Doctor Who Anniversary Special.

tv-doctor-who-50th-matt-smith-jenna-louise-coleman-bafta

Podczas rozdania nagród filmowych jest pewna kategoria, która broni brytyjskości jak Wał Hadriana Wysp przed barbarzyńcami. Jest nią Nagroda dla Najlepszego Filmu Brytyjskiego. W tym wszystkim w tym roku najbardziej zastanawiało mnie to, nie kto wygra w tej kategorii, ale dlaczego David Beckham wręcza nagrodę. Mało skarbów narodowych jest w Wielkiej Brytanii? W tym roku nominowanych było sześć filmów – „Teoria wszystkiego”, „Gra tajemnic”, „71”, „Pride”, „Under the Skin” i „Paddington”. Kciuki trzymałam za film o Alanie Turingu, ale to historia małżeństwa Hawkingów zgarnęła nagrodę w tej kategorii. To była zapowiedź tego, co miało się wydarzyć tego wieczoru. Największym przegranym była „Gra tajemnic”. Choć na samym początku pogodziłam się z faktem, że to jednak Eddie Redmayre zdobędzie kolejną statuetkę. Co roku kibicuję brytyjskim filmom i aktorom, nawet jeśli bardziej podobał mi się film z Hollywood od brytyjskiej produkcji (choć zdarza mi się to niebywale rzadko). W tym roku było tak samo. Kciuki trzymałam za każdy brytyjski film, choć serce miałam rozdarte. Wszystko przez „Grand Budapest Hotel”. Usprawiedliwienie znalazłam bardzo szybko. Przecież Ralph Fiennes to rasowy Brytyjczyk. Bardzo rozbawiło mnie podziękowanie Wesa Andersona za najlepszy scenariusz oryginalny, które zostało zresztą przeczytane przez Pana Gustave H.
bafta3

Zostając w świecie filmów brytyjskich mam okazję polecić Wam dwa filmy, które warto obejrzeć. Pierwszy z nich to „Pride” („Dumni i wściekli”) oraz „71”. Międzyinnymi za rolę w tym filmie Jack O’Connell zgarnął nagrodę w kategorii Rising Star. Kiedy stał na scenie aż trudno było mi uwierzyć, że to James Cook ze „Skins”. Osobiście cieszy mnie również nagroda dla północnoirlandzkiego „Boogaloo and Gaham” w kategorii British Shortfilm Award. Fajnie obejrzeć od czasu do czasu film o kurczakach, a jeszcze zabawniej jak mówią w nim zabawnym akcentem.

W BAFTA-ch najlepsze jest to, że nie trzeba czekać kolejnych dwunastu miesięcy, żeby zobaczyć brytyjskich aktorów na czerwonym dywanie. Czekamy teraz do kwietnia. A przecież jest jeszcze BAFTA Wales i BAFTA Scotland.

 

Założyłam się z rodzicami przed tegorocznym rozdaniem BAFT, że jeśli „Ida” zgarnie w niedzielę nagrodę, to dostanie też Oscara. Zobaczymy 22 lutego.