„Czwórka zdrowa, piątka OK, ale widzę mały ubytek na szóstce”

uEk7F1h

Dentyści nie są tak często portretowani w filmach i serialach, jak lekarze. Jednak od czasu do czasu pojawiają się na ekranie, a ich wizerunek jest dość specyficzny.

Jeśli istniałby ranking na najbardziej przerażającą profesję, to mogę się założyć o duże pieniądze, że dentysta znalazłby się w czołówce. Ba! Obstawiam pierwszą trójkę. To pan albo pani w biały kitlu, z maseczką na ustach i wiertłem w dłoni powoduje u wielu osób ciarki na plecach, bynajmniej nie z ekscytacji i podniecenia. Dentyści mogliby spokojnie robić za czarnych bohaterów. Mają dziwny strój, a do tego ostre narzędzie w dłoni. Wypisz, wymaluj postaci z horrorów. Przyjrzyjmy się zatem, jak dentyści przedstawiani są na małym i dużym ekranie. Oto subiektywny ranking dentystów w popkulturze. Kolejność przypadkowa.

1. Doktor Philip Sherman „Gdzie jest Nemo?”

6358613925710226861465587239_dentist

Doktor Philip Sherman na pewno nie jest postacią pozytywną. Nie dość, że więzi naszego biednego Nemo w akwarium, które jest więzieniem dla rybki, to jego techniki dentystyczne przyprawiają o ból pacjentów. Zawsze zastanawiam się oglądając tę scenę, czy dr Sherman nie zna środków znieczulających, czy jest po prostu dentystą-sadystą. Wróćmy do akwarium. Jest ono jednym z symboli gabinetu dentystycznego. Idealny dentysta (najlepiej sadysta) musi mieć w swoim królestwie bólu i cierpienia akwarium z najrzadszymi gatunkami ryb, które będą świadczyć o jego statusie. A ryby pana dentysty z „Gdzie jest Nemo?” są też ciekawym okazem samym w sobie, szczególnie, kiedy rozmawiają o technikach dentystycznych swojego właściciela.

2. Doktor Wolfe „Simpsons”

W sumie to dentysta-ortodonta, który potrafi rozpoznać, kiedy jego pacjenci kłamią. Nie ma akwarium, ale za to ma przerażającą książkę, która zmienia nastawienie do dbania o zęby u pacjentów doktora. „The Big Book of British Smiles” to zbiór najgorszego uzębienia wśród mieszkańców Zjednoczonego Królestwa. Amerykanie, posiadacze idealnego uzębienia, powielają stereotyp okropnego stanu uzębienia u Brytyjczyków. Doktor Wolf zakłada Lisie Simpson też aparat, ale oczywiście ten gorszy, którego boi się nawet pies Simpsonów. Potem się to wszystko wyprostowuje. Znamienna jest też nazwa kliniki doktora Wolfa: „Formerly Painful Dentistry”.

3. Doktor Barry Farber „Przyjaciele”

TOWTEvilOrthodontist

Nie dentysta, a ortodonta, a to podobno robi różnicę. Barry na pewno na pierwszym miejscu nie stawia swoich małych pacjentów. Potrafi przerwać swoją pracę w połowie, aby zająć się swoimi sprawami sercowymi. Przez co fotel dentystyczny niekoniecznie służy tylko do naprawy zgryzu. Barry nie ma akwarium, ale jest dość wrednym lekarzem.

4. Doktor Ben Harper „My Family”

276594-my-family

Ben jest bohaterem sitcomu produkcji BBC. W swoim gabinecie ma oczywiście akwarium i marzy o jachcie, którego miniatura pojawia się w jednym z odcinków. Nie lubi swojej pracy, pacjentów, a żeby było mu mało, rodzina nie jest jakimś wielkim wsparciem dla niego i często wyśmiewa jego pracę. Poziom frustracji Bena rośnie z serii na serię. Typowy niespełniony lekarz, który musiał zostać dentystą. A kiedy jego współpracownikiem zostaje Roger Baily Harper najchętniej porzuciłby swoją praktykę. Roger jest przeciwieństwem swojego starszego kolegi. Jest wesoły jak labrador i naprawdę lubi swoją pracę.

5. Doktor Fergus O’Connell „Eversmile, New Jersey”

Nie jest to najbardziej znany film z Danielem Day-Lewisem. O’Connell nie ma akwarium, ale za to ma motocykl, dzięki któremu przemierza Patagonię. Niczym lekarze bez barier pełni swoją misję, bo za darmo leczy uzębienie biednych mieszkańców Ameryki Południowej.

Podsumujmy. Z tego mini rankingu wyłania nam się jednoznaczny (prawie) obraz dentysty. Przede wszystkim wizyta w gabinecie nie należy do najprzyjemniejszych, bo jest bolesna. Po drugie szanujący się dentysta musi posiadać akwarium i marzyć o lepszych czasach bez pacjentów i ślinotoku. Filmowo-serialowy dentysta, to niestety, jest sadysta.

Muszę na koniec wytłumaczyć skąd się wziął pomysł na wpis. 26 lipca 2016 roku (tę datę będę pamiętać już na zawsze) miałam wyrywaną nie jedną, a dwie ósemki. O ile wyrwanie górnego zęba, razem ze znieczuleniem, zajęło jakieś pięć minut, to wyrwanie dolnego zęba mądrości trwało przeszło godzinę. Wszystko to z bardzo banalnej przyczyny. Moje dolne ósemki postanowiły wyrosnąć idealnie poziomo. Nie, nie pod jakimś kątem zbliżonym do pozycji horyzontalnej, ale dosłownie horyzontalnie. Nie zgodziłabym się na całą tę akcję z wyrywaniem, gdyby nie namowy dentysty, rodziców, mus założenia aparatu na zęby i to, że dolne ósemki, przez ich pozycje, sprawiały mi wielki ból. Na razie prawa ósemka nie jest tak kłopotliwa, jak ta po lewej, ale czeka mnie i tak jej wyrwanie, w końcu mam mieć ten aparat. Wróćmy jednak do lipca zeszłego roku. Po wyrwaniu zęba spędziłam tydzień na braniu antybiotyków, środków przeciwbólowych (no dobrze, brałam je całe trzy dni) i spaniu z przerwami na próby podejmowania zjedzenia czegokolwiek. Kiedy już doszłam do siebie, a raczej wyspałam się, narodził się pomysł napisania wpisu o dentystach-sadystach. Chciałabym jednak zaznaczyć, że bardzo lubię moją dentystkę (naprawdę lubię chodzić do dentysty), panią chirurg od ósemek i pana ortodontę. Wiem jednak, że nie wszyscy takim ciepłym uczuciem pałają do swoich dentystów czy do wizji spędzenia godziny na fotelu dentystycznym.

A kogo Wy dopisalibyście do tej listy? Lubicie chodzić do dentysty, czy raczej są to bohaterowie Waszych koszmarów?