Przeciwieństwa się przyciągają

skylight

Stephen Daldry po blisko dwudziestu latach od premiery, mierzy się z wyróżnioną nagrodą Laurence’a Oliviera sztuką Davida Hare’a „Prześwit”. Z Carey Mulligan i Billem Nighy’em w rolach głównych udowadnia, że jest to dramat ponadczasowy.

Po raz pierwszy dramat Davida Hare’a został wystawiony w 1995 r. Główne role zagrali w nim wtedy Michael Gambon i Lea Williams. Sam spektakl i Gambon zostali docenieni nagrodą Laurence’a Oliviera. Dwa lata później znów „Prześwit” został wystawiony, tym razem z udziałem Billa Nighy’a i Stelli Gonet. I nadszedł 2014 r. i na West End powrócił spektakl tym razem w reżyserii Stephena Daldry’ego, z Carey Mulligan jako Kyra Hollis i po raz kolejny z Billem Nighy’em w roli Toma.

Wyspy Kultury

Niech nikogo nie zmylą pozory. Nie jest to tylko sztuka o dwojgu kochankach, którzy spotykają się po latach. Nie jest to też jedynie spektakl o rozdrapywaniu niedawno zagojonych ran. Jest to przede wszystkim krytyka rządów Thatcher oraz tego jak torysi doprowadzili do umniejszenia roli pracowników sektora publicznego i inteligencji. Mimo upływu lat, widz uświadamia sobie jak bardzo ponadczasowy jest „Prześwit”. Uważam też, że nie jest tylko zrozumiały dla widza Brytyjskiego. Bunt Kyry przeciw takim osobom jak Tom to nie tylko glos Hare’a, ale wielu Brytyjczyków. Tu miłość i polityka mieszają się, nie mogą bez siebie funkcjonować. Są tym, co kochanków zarówno łączy, jak i dzieli. Mimo tych wszystkich różnic, ta dwójka osób w jakiś dziwnych okolicznościach stara się wypracować jakiś kompromis, porozumienie w przerażająco zimnym mieszkaniu bohaterki.

skylight vogue

Mimo politycznej wymowy spektaklu jesteśmy też świadkami spotkania dwójki osób, które były kiedyś sobie bardzo bliskie. Oglądając na ekranie dwójkę Mulligan – Nighy trzeba stwierdzić, że przeciwieństwa się przyciągają. Kyra i Tom różnią się pod każdym względem. On, mężczyzna w średnim wieku, wdowiec, ona młodziutka dziewczyna, jego była kochanka. On, niezwykle bogaty restaurator, ona nauczycielka w szkole z trudną młodzieżą, która mieszka w obskurnym mieszkaniu na Kensal Rise.

Bill Nighy w roli Toma jest nie tylko władczy i pewny siebie, ale również zabawny. Jest to mężczyzna, który wciąż nie może pogodzić się nie tyle ze śmiercią żony, ale z poczuciem winy. Ma on żal do Kyry, że ta go zostawiła, że nie pozwoliła mu kochać jej jawnie. Nighy świetnie odnajduje się ponownie w roli odrzuconego kochanka, człowieka sukcesu. Nie chce jednak zrozumieć Kyry. Jest w jej mieszkaniu, bo twierdzi, że mu się to należy, że jest ona mu coś winna. Carey Mulligan natomiast swój debiut na West Endzie może zaliczyć do bardzo udanych. Jest bardzo przekonywująca zwłaszcza w momencie, kiedy wygłasza monolog na temat trudów pracy pracowników socjalnych czy nauczycieli. Warto też zwrócić uwagę na Matthew Bearda, który gra 18-letniego syna Toma. Jest on zwyczajnie zabawny, pełen młodzieńczej naiwności, jest przeciwieństwem swojego ojca.

Ta przedziwna trójka wprowadza widza w przedziwny stan melancholii. Stephen Daldry udowadnia nam, że miłość, spory polityczne, ale też młodzieńczy idealizm to tematy ponadczasowe. Cieszę się, że nie dość, że postanowiono znów wystawić „Prześwit” na deskach teatralnych, to został wyświetlony na srebrnym ekranie. Katharsis można doznać nawet w sali kinowej.