Krótki poradnik o tym jak rozpoznać pewien gatunek mola

 

ksiazki1

Miałam fatalny dzień. Pogoda dobijająca, ani to zima, ani to jesień. Nie widać różnicy między godziną 7.40, kiedy Słońce wschodzi, a godziną 12, kiedy powinno być w zenicie. Do tego tragicznie nietrafiony wykład, doprowadzający mnie do stanu otępienia i ogłupienia. Żeby tego było mało, niewiele osób postanowiło przyjść na wykład i nie miałam jak usiąść z tyłu i czytać książkę, którą zawsze mam przy sobie.

Właśnie, książka! Zawsze mam ją ze sobą. Nieważne czy jadę w dalszą podróż pociągiem, na zakupy do IKEI czy do pracy autobusem, zawsze mam ze sobą coś do czytania. Jeśli nie mam, od razu czuję się nieswojo. Czegoś mi brakuje i boję się, czym zajmę swój czas, jeśli będę stać w korku, albo w kolejce w urzędzie? Będę stać i gapić się przed siebie? Przeglądać kolejny raz w ciągu trzech minut Facebooka? Albo co gorsza, wkurzać się na siebie, że nie zabrała ze sobą książki. Jednym z powodów, dla których czasem wybieram komunikację miejską od roweru, jest możliwość czytania książek. Siadam sobie przy oknie, wyjmuję z torebki książkę i nic mnie nie obchodzi. Miejskiej dżungli i zasada jumanji, która obowiązuje czasem w godzinach szczytu, nauczyła mnie czytania na stojąco, ledwo trzymając się poręczy, balansując z książką czy ebookiem między pasażerami.

Książki poprawiają mi humor. Bo co po bardzo nietrafionym wykładzie zrobiłam? Wstąpiłam do księgarni, żeby pooglądać książki. Kiedy spacerowała między regałami, robiłam sobie w myślach spis książek, które muszę przeczytać w najbliższym czasie. Życie moli książkowych nie należy do najłatwiejszych. Jak zatem rozpoznać mola książkowego?

  1. List do świętego Mikołaja zawsze będzie zawierać książkę. Najlepszy prezent to przecież książka. Dla mola książkowego to nie jest mało oryginalny prezent na urodziny, to idealny podarunek.
  1. Będziesz się kłócić. Prawda boli, książka była lepsza od adaptacji filmowej. Film pominął tyle interesujących wątków, a poza tym główny bohater zupełnie inaczej został przedstawiony w powieści.
  1. Kiedy wreszcie dostaniesz wymarzonego psa lub kota jest dość prawdopodobne, że nazwiesz kota Hemingway, a psa Tołstoj. Muszę zaznaczyć, że ja nie mam zamiaru jednak nazwać psa na cześć ulubionego pisarza. Hinault to bardzo dobre imię dla mojego wyimaginowanego czworonoga.

o-DOG-READING-A-BOOK-facebook

  1. W momencie, kiedy czujesz na swoim karku oddech promotora, a sesja zbliża się wielkimi krokami, zamiast zasiadać do nauki, sięgasz po najnowszy szwedzki kryminał. Ponoć nic tak nie wciąga w sesji jak szwedzkie kryminały.
  1. Jeśli podróżujesz komunikacją miejską, jest niemal pewne, że choć raz zdarzyło ci się przejechać twój przystanek. W sytuacjach skrajnych zostałeś poproszony kierowcę lub motorniczego o opuszczenie pojazdu, bo już dobre 10 minut temu dojechaliście na pętle na drugim krańcu miasta, o którym nie miałeś pojęcia, że istnieje.
  1. Najgorzej to wciągnąć się w powieść, a na jej czytanie mieć czas tylko wieczorami, kiedy wszyscy pójdą już spać. Masz to jak w banku, że będziesz następnego dnia chodzić niewsypany, a koledzy w pracy zamkną się po tygodniu w sali konferencyjnej, bo pomyślą, że jesteś jednym z zombie.
  1. Jeśli masz około 20, 30 lat jest dość prawdopodobne, że w świat moli książkowych wprowadzały ciebie postaci z serii o Harry Potterze. Co gorsza. Wciąż podejrzewasz, że rodzicie przechwycili twój list do Hogwartu. Jest to dla ciebie sprawa bardziej tajemnicza niż pieniądze z komunii.
  1. W pewnym momencie przestałeś się przejmować porządkiem na półkach. Te starsze lektury niestety muszą wylądować pod łóżkiem, albo w kartonach w garażu, bo nie masz miejsca na nowe.
  1. Kiedy już idziesz na zakupy, kupujesz nowe buty, a przy okazji wychodzisz z księgarni z nową książką. Znów tak jakoś wyszło, nie zrobiłeś tego specjalnie.

10. Ponieważ w przerwach w czytaniu oglądałeś „Przyjaciół”, uznajesz za dobre rozwiązanie wkładanie książek do            zamrażalnika. Jak inaczej masz sobie poradzić z traumą, którą musisz się zmierzyć po przeczytaniu do końca powieści kryminalnej?

Mól książkowy to jedno z moich ulubionych określeń. Sama nie wiem czy nazwałabym siebie molem książkowym. Lubię po prostu czytać książki, tak samo jak oglądać seriale, filmy i jeździć na rowerze. To, ile ktoś ma książek lub co czyta nie zawsze musi mówić jaką kto jest osobą. Najważniejsze, to nie oceniać ludzi, jak książki po okładce.

Wszystkie te przypadki mola książkowego to zbiór historii moich, moich znajomych, znajomych znajomych.

 

  • Maja

    6 – znam bardzo dobrze… A 7 skojarzyło mi się z Derką ;-))