Zwierzę polityczne

_89191210_larry1reuters

Kot czy pies? Pies czy kot? Na to ważne pytanie chyba nigdy nie poznamy odpowiedzi. Okazuje się, że z wyborem nie mają problemu brytyjscy politycy. Tam królują koty.

Kotów w brytyjskiej polityce jest naprawdę sporo. Zacznijmy może od tego, który mieszka pod jednym z najbardziej znanych adresów, czyli pod numerem dziesiątym na Downing Street. Larry, kot Davida Camerona, nie jest pierwszym kotem, który zamieszkał na Downing Street. Pierwszym Chief Mouser to the Cabinet Office, czyli Myszołapem przy premierze był Humphrey. Oczywiście wcześniej na Downing Street mieszkały koty, jak na przykład Wilberforce, ale niestety nie nosiły tego zaszczytnego tytułu. Czas rezydowania Humphrey’a był bardzo długi, bo od 1989 roku do 1997 i utrzymał się dłużej na stanowisku niż niejeden minister czy premier. Swoją misją łapania myszy rozpoczął za czasów Margaret Thatcher, potem był John Major, a na emeryturę przeszedł, kiedy Tony Blair wprowadził się na Downing Street. Pierwszy oficjalny kot Jej Królewskiej Mości (bo wszystko na Wyspach jest Jej Królewskiej Mości) mógł wieść nieciekawy żywot. Na szczęście znalazł go na ulicy jeden z pracowników premier. Imię zostało mu nadane na cześć Humphrey’a Appleby, czyli fikcyjnej postaci z seriali „Yes Minister” i „Yes, Prime Minister”. Jak to w polityce bywa, nie obyło się bez kłopotów. W 1993 roku kot został oskarżony o zjedzenie piskląt rudzika, które mieszkały w karmniku przy biurze ówczesnego premiera, Johna Majora. Ten następnego dnia wygłosił oświadczenie, w którym stwierdził, że to nieprawdziwe oskarżenia. Ostatecznie został oczyszczony z zarzutu dopiero w 2006 roku. A to nie jedyna kontrowersja, bo w 1994 roku kot miał zostać przyłapany w St. James’s Park, kiedy zaatakował kaczkę.

81309017_Cat_105521c

Wraz z wygraną Laburzystów w 1997 roku, przyszły ciężkie czasy dla Humphrey’a. Podobno Cherie Blair, żona Tony’ego Blaira, i kot nie pałali do siebie wzajemnym uczuciem. A co więcej państwo Blair mieli mieć alergię na koty. Dodatkowo rzecznik prasowy premiera Alastair Campbell miał zostać przyłapany, kiedy znęcał się nad zwierzęciem. Koniec końców Humphrey musiał wyprowadzić się z Downing Street.

Następcą Humphrey’a była kotka Sybil. Nie zamieszkała jednak pod numerem 10. na Downing Street, ale pod 11 u kanclerza Alistaira Darlinga. Tytuł Chief Mouser to the Cabinet Office został jej nadany w 2007 roku. Ówczesny premier w komunikacie przekazanym przez swojego rzecznika prasowego przekonywał, że on i jego żona nie mają nic przeciwko nowemu mieszkańcowi u swoich sąsiadów. Niestety, kotka nie czuła się najlepiej w Londynie i w 2009 powróciła do Edynburga, skąd przyjechała do stolicy.

Obecnie na Downing Street mieszkają dwa koty (chociaż już niedługo). Pod numerem 10 mieszka Larry, kot Davida Camerona. Pojawił się on po tym, jak rzekomo dwa szczury miały być widziane podczas telewizyjnej transmisji na żywo spod siedziby premiera. Dodatkowo David i Samatha Cameron zdecydowali, że zwierzątko byłoby dobrym prezentem dla ich dzieci. Podobno ciężki los, jaki wiódł Larry, zanim wprowadził się do biura Camerona, odbiły się na jego psychice i zachowaniu (podobno bywa agresywny). Jednak nie może tego o nim powiedzieć Barack Obama, który polubił kota, zresztą z wzajemnością. Kotu poświęcono nawet powieść „Larry Diaries: Downing Street – the First 100 Days” autorstwa dziennikarza The Guardian Jamesa Robinsona. Larry został też uchwycony na Google Street View, ale już go nie zobaczycie, bo numer 10 jest zamazany ze względów bezpieczeństwa.

larry-jubilee_2370655k

Larry jest trochę jak BBC, zawsze tam, gdzie dzieje się coś ważnego. Zaangażował się z całego serca w obchody Diamentowego Jubileuszu królowej Elżbiety II. Można go było też ujrzeć w dzień po referendum w sprawie Brexitu. Trzymał łapę na pulsie. Oczywiście nie obyło się bez złośliwych komentarzy, że David Cameron został już zastąpiony przez kota, albo profesor McGonagall przybyła na Downing Street.

13509042_10154164710255359_2675460079769083612_n

Jak już wspomniałam, Larry to nie jedyny kot, który mieszka przy Downing Street. Pod numerem 11. mieszka kotka kanclerza skarbu George’a Osborne’a, Freya. Kotka dołączyła do rodziny w 2012 roku, po zaginięciu w Notting Hill w 2009 roku. Larry i Frey’a nie przypadli sobie do gustu. Wielokrotnie policjanci musieli rozdzielać dwa walczące ze sobą koty. Może ta niechęć była spowodowana tym, jak donosiła prasa, że David Cameron zwolnił Larry’ego ze stanowiska Chief Mouser to the Cabinet Office i na to miejsce mianował kotkę Osborne’a. Larry podobno miał być strasznie leniwy i ociągać się w łapaniu myszy. Frey’a uległa niestety wypadkowi i musiała wyjechać do Kent. Larry powrócił.

larry-downing_2371369k

Koty mieszkają nie tylko przy Downing Street. Parę miesięcy temu było głośno o pewnym kocie, który wprowadził się w marcu do brytyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Palmerston, bo takie imię dostał na część dziewiętnastowiecznego ministra spraw zagranicznych i premiera, został znaleziony, kiedy włóczył się po ulicach Londynu.

Była mowa o kotach, które są u władzy, a co z tymi z opozycji? Jeremy Corbyn, lider Laburzystów (wciąż), a co za tym idzie, opozycji, również ma kota. El Gato to biało-czarny kot polityka, który nie tylko został przez część mediów okrzyknięty prawdziwym socjalistą (co zabawne, podobnego kota ma Bernie Sanders), ale też nie przepada za Davidem Cameronem. Dowodem ma być zdjęcie zrobione przez Corbyna. A cofnąć się trzeba do rozmowy, jaka miała się odbyć między przewodniczącym Partii Pracy, a dziennikarką ITV Allegrą Stratton. Corbyn miał obiecać jej zdjęcie swojego kota. Obietnicy dotrzymał. Co się okazało, zdjęcie zostało zrobione, kiedy gościem programu był David Cameron. Jak widać, El Gato nie był zachwycony.

Zatrzymajmy się na chwilę przy Partii Pracy. Na krótko kocia afera wybuchła w czasie rejestracji głosujących na nowego przewodniczącego Laburzystów. Dziennikarzom BuzzFeed udało się zarejestrować kota! Ned, dziewięcioletni kot jednej z dziennikarek, bez problemu został jednym z głosujących. Wystarczyło parę chwil, łącze internetowe i uiszczenie opłaty.

Koty to polityczne zwierzęta. Upodobały sobie nie tylko zabawy włóczką, ale też salony polityczne. Teraz przyjdzie nam czekać do jesieni. Wtedy dowiemy się, czy kocia tradycja na Downing Street zostanie podtrzymana.