Straszenie po irlandzku

halloween-carved-pumpkin21

Zaspana, z niedoborem kofeiny zaszłam wczoraj do Starbucksa. Czekam na moją pumkin spice latte, a tu patrzą na mnie poustawiane na ladzie jack-o’-lantern czyli słynne dynie z wyciętymi oczami oraz sztuczne nietoperze. Pierwsza myśl – jak amerykańsko. Ale czy na pewno Halloween to prastara amerykańska tradycja?

Halloween można uznać, zaraz po Święcie Dziękczynienia, za najbardziej amerykańskie ze świąt. Za nim jednak trafiło do Stanów w XIX wieku wraz z irlandzkimi emigrantami i zostało zamerykanizowane (a teraz już chyba zglobalizowane), było pogańską tradycją celtycką. Żeby przestać się bać amerykańskiego Halloweenu, trzeba przyjrzeć się jego celtyckim korzeniom

Mieszkańcy Zielonej Wyspy wierzyli, że wraz z pożegnaniem lata i powitaniem zimy pod koniec października duchy zmarły wracały na ziemię i szukały ludzkich ciał, w których mogłyby przez najbliższy rok sobie mieszkać. Również 31 października na ziemiach Irlandii, Szkocji i Anglii miały odbywać się sabaty czarownic, na które zlatywały się wiedźmy z najdalszych zakątków – nie tylko z Wielkiej Brytanii i Irlandii – oczywiście razem ze swoimi czarnymi kocurami. Celtowie wierzyli też, że istnieją dwie pory roku – jasna i ciemna. Ta druga zaczynała się właśnie w nocy z 31 października na 1 listopada. Noc ta nazywana była Samhain. Miała ona przypominać o przemijaniu, ale też, że po okresie ciemnym, zime przychodzi wiosna i wszystko wraca do życia.

Halloween-Tumblr-1

Ludzie posiadali własne – sprawdzone – metody na odstraszenie duchów. Przodkowie Irlandczyków wierzyli, że nikt nie może tej nocy być samotny, bo mógłby zostać narażony na moce złych duchów. Noc tę trzeba było spędzić w licznej grupie. Celtowie przebierali się również w kolorowe kostiumy, w których odprowadzali duchy do granic swych osad. Był to też dobry czas na zrobienie interesów. Ci mniej zamożni proponowali bogatszym sąsiadom, że odprawią modły za dusze zamarłych, a w zamian otrzymają chleb. W Anglii natomiast żebracy chodzili od domu do domu. Za otrzymaną jałmużnę wstawiali się za zmarłymi i odprawiali modły. Zrobiło się tak strasznie, ale nie wszystkie duchy były takie złe. Te dobre zapraszano do domostw, na uroczystą kolację. Aby dusze wróciły w zaświaty, palono ogniska, które wskazywały im drogę powrotną.

Co z dyniami, czyli wspomnianymi już jack-o’-lantern? Oczywiście jest to tradycja irlandzka. Początkowo latarnie nie były robione z dyni, ale na przykład z buraków, rzepy, ziemniaków czy brukwi. Dynia pojawiła się wraz z odkryciem Ameryki. I to nie Irlandczycy, ale Anglicy zastąpili rzepę dynią. Spójrzmy prawdzie w oczy. Jednak w dyni drogę lepiej i wygodniej się rzeźbi niż w ziemniaku. Irlandzt chłopi wierzyli, że jack-o‘-lantern to miejsca, w których przebywają dusze zamarłych.

A jak podaje The Guardian w tym roku brytyjscy sprzedawcy dyń, chyba nie zarobią, tak jak by chcieli. Już na parę tygodni przed Halloween uznano, że tegoroczny sezon jest najgorszy od dekady. Czy to oznacza, że interes się już nie kręci, bo Wyspiarzom znudziła się tradycja rzeźbienia w dyniach? Nic z tych rzeczy.  Straty farmerów spowodowane są przez złą pogodę, a raczej przez angielską, deszczową pogodę.

U siebie na parapecie w mieszkaniu też mam dynię, co prawda niewycięta, ale jest!

tumblr_nebo1sGVrU1r6u7ueo1_500