My, my, at Waterloo Napoleon did surrender

IMGP4789

Dziś rano radio doniosło, że obchodzimy dwusetną rocznicę bitwy pod Waterloo. Od razu przeszły mnie dreszcze na myśl o tej niewielkiej miejscowości w Belgii.

Parę lat temu w czasie wakacji poleciałyśmy z mamą zwiedzać Benelux. Naszą bazą była Bruksela i to z niej wybierałyśmy się na kolejne wycieczki do Brugii, Antwerpii, Amsterdamu, a nawet dojechałyśmy do Paryża. Wśród naszych atrakcji znalazło się też Waterloo. Skoro jesteśmy w Belgii, arena klęski Napoleona jest pod Brukselą i można dojechać kolejką podmiejską lub autobusem, jedziemy. W końcu studiowałam historię (serio) i taka okazja może długo się nie przytrafić. A dlaczego mam dreszcze, kiedy myślę o tej wycieczce?

Wellington-Museum-in-Waterloo-Belgium

Nic swego rodzaju wyjątkowości nie zapowiadało. Wsiadłyśmy w pociąg i za chwilę znalazłyśmy się w Waterloo. Niestety, chyba rzucona została dwieście lat temu angielska klęska na Waterloo, bo jak tylko wysiadłyśmy z pociągu, zaczęło padać. Szybko schroniłyśmy się w muzeum Wellingtona. Tak, Wellingtona, a nie Napoleona. Jak na niewielkie muzeum w klasycznym tego słowa znaczeniu nawet się w nim nie nudziłyśmy. Kiedyś trzeba było jednak wyjść z muzeum i wybrać się na pole, gdzie miała rozegrać się ta osławiona bitwa. Z minuty na minutę coraz bardziej padało. W końcu podjechał nasz autobus. Wtedy powinna zapalić się mi lampka kontrolna. Oprócz nas była tam para starszych Anglików. Nie tylko lało, ale wiało. Pogodowa apokalipsa. Kiedy dojechałyśmy na miejsce morale całkowicie opadły. Zaczęła krzyczeć, że dalej polną drogą nie idę w tym deszczu i wietrze. Gdyby nie upór mojej mamy pewnie poddałabym się i nie mogłabym mówić, że byłam pod Waterloo. Jakoś w zacinającym deszczu dotarłyśmy na miejsce.

A tam, spędziłyśmy pół naszego pobytu w zajeździe Wellington, dogrzewając się kolejnymi herbatami. Kiedy zorientowałyśmy się, że chyba przestało padać zdecydowałyśmy się pójść zobaczyć to pole. Nawet weszłyśmy do muzeum bitwy i obejrzałyśmy film o tym, jak Anglicy rozgromili Francuzów. A pole? Jak to pole po bitwie w Belgii. Równo skoszona trawa, a do tego kopiec z lwem na szczycie. Z pomysłu wchodzenia na górę zrezygnowałam szybciej, niż to głośno wypowiedziałam. Po napawałyśmy się widokiem i zdecydowałyśmy o powrocie do Brukseli. Złapałyśmy autobus powrotny. Najlepsze było na koniec dnia wieczorem. Zakupy.

Tak oto przyszły historyk z wielkim zainteresowaniem podziwiał lwa na szczycie i sprawdzał, kiedy odjeżdża najbliższy autobus do Brukseli. Wellington_at_Waterloo_Hillingford

Jeśli ktoś postanowi, przy sprzyjających warunkach atmosferycznych, wybrać się pod Waterloo, niech nie zdziwią nazwy. Napoleona trudno tam szukać, ale Wellington jest wszędzie.