Leonardo w smartfonie, czad

IMG_1836

Torba na wakacje spakowana. A w niej jak zwykle za dużo swetrów, prawie nieobcierające już buty, dokumenty, aparat fotograficzny i komórka. Będzie można robić dużo zdjęć, za dużo.

Każde wakacje mają swój hit. Tegorocznym niewątpliwie stało się „selfie stick”. Robienie zwykłego selfie to zdecydowanie za mało. Teraz oprócz telefonu potrzebny jest wysięgnik, który pomoże objąć fotografowanego oraz cały otaczający go świat. Przy okazji przysłonić ten świat innym.

Idea selfie stick wydaje się genialna. Ręka za krótka do selfie, pomoże wysięgnik. Nie trzeba przy tym za każdym razem prosić przechodniów o zrobienie zdjęcia całej naszej kompanii. Jak to bywa ze świetnymi patentami, ich nadużywanie może stać się koszmarem. Tegoroczne wakacje uświadomiły mi jak bardzo telefony i aparaty opanowały nasz świat. Liczne portale społecznościowe są przecież idealnym medium do pochwalenia się zdjęciami z wymarzonych wakacji. Wszyscy nasi znajomi mogą być przecież na bieżąco z tym, co się u nas akurat dzieje i nie trzeba już czekać na album z podróży stworzony z dokładnie wyselekcjonowanych zdjęć. Dojeżdżamy na miejsce i co robimy? Wrzucamy zdjęcie do Internetu. Nie krytykuję tego, nawet ja tak robię, ale po prostu zauważam pewną zmianę jaka dokonała się w przeciągu ostatnich paru lat. W takich chwilach zaczynam trochę tęsknić za tak niedaleką przeszłością, a dokładniej za czasami klisz fotograficznych. Klisza wymagała od nas dokładnego doboru miejsc do fotografii. Najczęściej znajdował się na nim człowiek i zabytek w tle. Nie można było sobie pozwolić na robienie zdjęć wszystkiemu i wszędzie. A jak się potem czekało na wywołanie filmu!

Aparaty cyfrowe i coraz lepszej jakości aparaty w smartfonach ułatwiają nam zostanie fotografem. Skoro możemy robić nieograniczoną liczbę zdjęć, to czemu nie robić ich wszystkiemu i wszędzie? I tu zaczyna się tegoroczny koszmar moich wakacji, którego apogeum zostało osiągnięte w Paryżu.

11892107_740497639389944_1387903442597716486_n

Skoro jesteśmy w Paryżu, i nie jest to wtorek, to trzeba wybrać się do Luwru (we wtorki Luwr jest zamknięty, a w poniedziałki d’Orsay). To, co przeżyłam na pierwszym piętrze muzeum przyprawiło mnie o szaleństwo. Tłumy, Paryż. Wiadomo. Taka uroda tego miasta. Nawet w tłumie można zwiedzać. Najgorsze było jednak robienie wszystkiemu i wszędzie zdjęć i  selfie stick. Nie chcę już wspominać o totalnej zdjęciowej histerii, która panowała w pomieszczeniu z Mona Lisą. Weszłam, zrobiłam zdjęcie ludziom robiącym zdjęcia i wyszłam. Nie było szans na podejście bliżej. Rozumiem, można robić zdjęcia obrazom, ale jaki jest sens fotografowania, kiedy nawet nie spojrzy się na obraz? Oglądanie przez wiele osób obrazów wygląda następująco: podchodzi się do płótna, strzela się zdjęcie i przechodzi dalej, do kolejnego obrazu, który też się fotografuje, bo to w końcu Leonardo. Jedyny kontakt z płótnem jest wtedy, kiedy robiący zdjęcie spojrzy na nie za pośrednictwem małego ekranu swojej komórki. Zastanawiam się, po co robić zdjęcia znanym obrazom, kiedy ich reprodukcje można kupić za grosze  w muzealnym sklepiku? Najprzyjemniejsze nie jest, kiedy próbujesz obejrzeć obraz, a ktoś przychodzi i wypycha ciebie, żeby zrobić zdjęcie i pójść dalej. Moje żebra przez pewien czas czuły takie właśnie wypchnięcie. Szokująca też była też dla mnie sytuacja, kiedy w Świętej Kaplicy podszedł do mnie mężczyzna i powiedział, żebym usiadła gdzie indziej, bo on chce zrobić zdjęcie. Naprawdę tak trudno było poczekać te pięć minut, a może nawet krócej? Wniosek jest jedne. Chcemy wszystko zawsze uwieczniać na fotografiach.

CMBWQwfUsAAkk5Y

via @samkalidi

Zdjęcie z wakacji to najlepsza pamiątka. Po to są aparaty cyfrowe, żeby między innymi niepotrzebnie nie martwić się czy wystarczy nam do końca wyjazdu kliszy. Jednak w tym całym fotografowaniu potrzebny jest umiar. Przez robienie zdjęć wszystkiemu, zwłaszcza w muzeach i galeriach sztuki, trochę tracimy na tym, co najważniejsze. Na swego rodzaju doznaniu, na obcowaniu z rzeczami pięknymi. Zdjęcia można wykasować z aparatu lub komputera jednym przyciskiem. Dobre wspomnienia wymazać z pamięci jest znacznie trudniej.

A co do samych selfie stick. Coraz więcej miejsc użyteczności publicznej, muzeów zabrania korzystania z nich na swoim terenie. Zdjęć takich nie zrobimy w Disneylandzie, w Koloseum czy w Wersalu.

 

  • http://www.lieveg.pl LieveG

    Zdjęcia zdjęciami – wiadomo, że te zrobione przez nas są „lepsze” niż te znalezione w Internecie, ale wspomnienia to jednak coś o wiele bardziej specjalnego. Osobiście wolę zrobić jedno zdjęcie i dać sobie spokój, a nie fotografować jednej rzeczy z każdej strony i pod każdym kątem. :) Mam wtedy więcej czasu na zachwyt i kontemplacje tego, co naprawdę mi się podoba. :)

    • http://www.wyspykultury.pl Wyspy Kultury

      Otóż to! Jedno zdjęcie przecież można zrobić, ale najważniejsze jest to, co zostaje w nas, a nie na komputerze. Zwiedzamy, podróżujemy przecież dla samych siebie.

  • http://niesmigielska.com/ nieśmigielska.com

    a pamiętam jak w 2011 – nasz pierwszy zagraniczny wyjazd razem – patrzylismy ze zdziwieniem jak ktoś robil zdjęcia tabletem. wtf, to tak sie dalo? wtedy żalowałam że nie zrobiłam tego komus zdjęcia jak robi zdjęcie, był jedną osobą na tysiąc,
    polecam serial black mirror (odcinek „white bear”), w którym ludzie nagrywają jak bohaterka ucieka przed uzbrojonymi ludźmi w maskach. nikt nie reaguje, za to wszyscy ją nagrywają na smartfona.
    niby karykatura, ale wcale nie taka śmieszna. i już wcale nie aż tak przerysowana (zreszta, cała siła serialu w tym).
    a z drugiej strony – czym się różni moje robiene zdjęć od czyichś selfie? mają inną treść, ale ostatecznie i tak kończą na fejsi czy blogu i mówią: ‚tu byłam, to robiłam – oglądajcie i zazdroście”.

    • http://www.wyspykultury.pl Wyspy Kultury

      Twoje zdjęcia są piękne i jest w nich uchwycona ta chwila, to coś. Mówię, zdjęcia róbmy, ale nie bez zastanowienia, nie wypychajmy ludzi sprzed obrazów. Musi być zachowana jakaś równowaga. Potem i tak nikt nie ogląda tych smartfonowych zdjęć. Ja mam jeszcze taką starodawną manierę. Z wyjazdów wywołuję zdjęcia i potem z namaszczeniem wkładam je do albumów.
      A „Black Mirror” obejrzę, bo coś trzeba oglądać po „Humans” 😉