Alternatywny Belfast

collage1

Irlandia kojarzy nam się oczywiście z Dublinem. Z jego zabytkami, pubami i świętym Patrykiem. A może zamiast do Dublina, wybrać się do Belfastu?

Kiedy słyszę Irlandia, moja pierwsza myśl, to nie Dublin, a Belfast. Tak, dla mnie Irlandia to Irlandia Północna. Wiem, że Dublin, ulica pubów, weseli Irlandczycy z Republiki, święty Patryk i Guinness lejący się strumieniami. Jak można nie lubić takiej uśmiechniętej Irlandii? To nie tak, że jej nie lubię, oczywiście, że lubię, ale po prostu bardziej przyciąga mnie Belfast. Irlandia Północna to miejsce, które zostało przeorane przez historię, zwłaszcza tę najnowszą. I tak, to prawda, że mieszkańcy nie są tak wylewni i otwarci, jak ci z Republiki, a do tego mają jeszcze dziwniejszy akcent. Ale to wszystko wpływa na niepowtarzalność tego miejsca.

Irlandia Północna cierpi trochę na schizofrenię, bo z jednej strony chce być taka wesoła i pogoda, z biegającymi zielonymi elfami po ulicach, jak Republika, z drugiej natomiast, cieszy się z tego, jaka jest. Nie jest to oczywiście miejsce idealne. Jest wschodni Belfast, „interfejsy” i mur, który dzieli protestantów od katolików, unionistów od republikanów. W stolicy Irlandii Północnej na pewno nikt nie będzie się nudzić i każdy znajdzie coś dla siebie.

Od czego w takim razie zacząć zwiedzanie, poznawanie Belfastu? Opcji jest wiele. Może na sam początek warto wybrać się do Muzeum Titanica. To w dokach w Belfaście był budowany ten najsłynniejszy transatlantyk. W 2012 roku z okazji setnej rocznicy zwodowania statku, i jego zatonięcia, otworzono w mieście jedną z największych atrakcji turystycznych. U podstaw wybudowania takiego interaktywnego miejsca, było ściągnięcie do miasta rzeszy turystów z całego świata i odczarowanie Belfastu, jako miasta niebezpiecznego z czającymi się terrorystami z IRA czy UDA. To się udało. Titanic Belfast został uznany w 2016 roku za najlepszą atrakcję turystyczną świata, wyprzedzając takie miejsca, jak na przykład Taj Mahal. Można w nim spędzić cały dzień, a po wyjściu będzie się mieć uczucie, że coś jeszcze by się w nim zobaczyło, że nie widziało się wszystkiego. Nawet mają audio guide w języku polskim.

collage2

Oczywiście Belfast to nie tylko Titanic. To miasto z tragiczną historią. To miejsce, gdzie w czasie Kłopotów, aby wejść na Victoria Street w centrum miasta, trzeba było przejść kontrolę osobistą, niczym jak teraz na lotnisku. W centrum jest bezpiecznie, nie żołnierzy, a swego ogrodzenia zniknęły. Pozostał jednak mur. Chyba ostatni w Europie, który dzieli miasto na dwie części: unionistyczną i republikańską. Choć przejścia w murze są teraz otwarte, to przypomina o zakończonym w 1998 roku konflikcie. Przypominają o nim też liczne murale zarówno na Falls, jak i na Shankill Road. Ogólnie w Belfaście jest bezpiecznie, jednak po zmroku, samemu lepiej nie chodzić po wschodnim Belfaście i nie zapuszczać się w podejrzane miejsca. Ot, tak. Lepiej nie kusić losu.

Był Titanic, były Kłopoty. Pora na muzykę. Po całym dnium (dniach) intensywnego poznawania miasta można pójść do Cathedral Quarter. Tak, tam jest bezpiecznie. Dzielnica bogata, trochę turystyczna, dla klasy średniej. Ale tam są typowo turystyczne zabytki jak katedra itp. Do tego są tam puby. Oczywiście nie w takim nagromadzeniu na metr kwadratowy jak w Dublinie, ale są i to kultowe. Oczywiście Duke of York, gdzie swój pierwszy koncert zagrało Snow Patrol. Z takich ważnych muzycznych miejsc, to oczywiście Oh Yeah Music Centre. Możecie tam napawać się widokiem gitary Gary’ego Moore’a. Możecie patrzeć ile chcecie. W dzień mini muzeum muzyczne, wieczorem klub z muzyką na żywo