Fantastyczny Bukareszt

IMGP8683

Jeśli zastanawiacie się dokąd wybrać się na następną wycieczkę, rozważcie Rumunię i Bukareszt. Stolica kraju nie jest może tak piękna jak Budapeszt, ale mnie kupiła swoją atmosferą i historią.

Jeśli stworzymy kategorię „największe stereotypy narodowościowe”, Rumunia na pewno znajdzie się w czołówce. O Rumunii krąży wiele opinii i dziwnych historii. Nie jest moim zadaniem wyliczanie ich ani opisywanie. Pewne jest, że Rumunia to fascynujący kraj.

Swoje poznawanie Rumunii postanowiłam zacząć od stolicy, choć parę lat temu miałam propozycję wyjazdu do Transylwanii. Moją przygodę z Rumunią musiałam odłożyć w czasie. Ten Bukareszt to też nie był długo planowany cel podróży. Propozycja, bo tanie bilety i karta Wizz Air. Jak mogłam odmówić? Musiałam lecieć. Przed wyjazdem zrobiłam reaserch w Internecie, aby trochę duchowo się przygotować, zaplanować co zwiedzić. Ilośc różnych informacji mnie trochę zadziwiła, ale nie przeraziła. Spakowana, wyposażona w przewodnik i dobre myśli wyruszyłam w środku nocy na lotnisko w Budapeszcie. Poranny lot i po niespełna godzinie byłam w stolicy Rumunii.Pierwsze zaskoczenie? W Bukareszcie nie kupicie tradycyjnych biletów papierowych. Kupujecie kartę w specjalnym kiosku, którą doładowujecie. W moim przypadku był to bilet dzienny, który kosztował 8 RON czyli niecałe 8 złotych. Jeśli ktoś woli do centrum dojechać nie bezpośrednim autobusem, może wybrać opcję taksówkową. Zamówicie ją w specjalny taksówkomatach, które znajdziecie na lotnisku. Możecie też oczywiście zadzwonić, albo skorzystać z aplikacji Clever Taxi, która wyglądem przypomina aplikację Ubera. Jest prosta, łatwa w obsłudze i, co najważniejsze, jest po angielsku. Z takiej opcji skorzystałam w drodze powrotnej na lotnisko. Taksówki nie są najnowocześniejsze, ale są żółte jak w Nowym Jorku, albo w Budapeszcie. Kolejny ich plus, są tanie. Naprawdę. Nie zbankrutujecie jeżdżąc taksówkami i nie zostaniecie oszukani. Zresztą Rumunii są bardzo uczciwi. Zawsze dostaniecie paragon i uśmiech.

Jak już się zakwaterujecie, zostawicie swoje bagaże, to trzeba zacząć poznawać miasto. Jechałam wyposażona w listę miejsc, która została mi wcześniej przygotowana. Przede wszystkim, trzy dni powinny Wam starczyć na zwiedzenie tych najważniejszych miejsc. Dobrą opcją są coraz popularniejsze Free Touru. Nasz był bardzo fajny. Udało nam się zobaczyć najważniejsze atrakcje miasta. Oczywiście na takim tourze nie wchodzicie do żadnych z tych atrakcji, tylko zwiedzacie z zewnątrz, jednak daje to dobry obraz tego, co trzeba zobaczyć też w środku. Bukareszt to piękne cerkwie i monastyry. Niestety, część z nich jest trudna do zlokalizowania czy nawet znalezienia. Ceausescu w latach 70. i 80. postawił sobie za cel przebudowanie stolicy Rumunii w idealne miasto komunistyczne. Świątynie przysłonił nowymi budynkami urzędów i obiektów świeckich. Bukareszt może trochę przytłaczać architekturą lat 70. i 80. oraz szerokimi ulicami. Niech was nie zdziwią siedmiopasmowe ulice i wielkie skrzyżowania. Tak, to kolejka pamiątka po megalomańskich wizjach Słońca Karpat. Jak już jesteśmy przy drogach i samochodach, to rumuńscy kierowcy jeżdżą trochę jak szaleni. Trzeba mieć oczy dookoła głowy. Jak się potem okazało, trąbienie może być nie tylko wyrazem agresji na drodze, ale też wdzięczności i podziękowania, na przykład za ustąpienie pasa. Wracając do cerkwi i monastyrów, koniecznie musicie zwiedzić cerkiew Stavropoleos (Biserica Stavropoleos), cerkiew świętego Antoniego czy cerkiew księcia Radu. Jeśli wolicie jednak muzea, to możecie zajrzeć do Muzeum Historii Naturalnej im. Grigore Antipy (Muzeul de Istorie Naturala Grigore Antipa) czy Narodowego Muzeum Sztuki, gdzie możecie podziwiać nie tylko obrazy rumuńskich malarzy, ale też Tintoretta, Rubensa czy Breugla młodszego.

IMGP8671

W Bukareszcie miesza się wiele stylów architektonicznych. Szalona wizja Ceausescu i przepiękne pamiątki po wieku XIX, kiedy nie bez powodu, Bukareszt nazywany był Paryżem wschodu. Pozostałością po tych pięknych czasach i okresie międzywojennym jest chociażby Stare Miasto. Tam znajdziecie kluby, pubu i restauracje, w których wieczory spędzają bukareszteńczycy, w tym liczni studenci, bo niedaleko jest Uniwersytet. Zachwycił mnie Pałac Kasy Oszczędnościowej (Palatul CEC) oraz Biblioteka Narodowa czy Pałac Banku Narodowego.

IMG_1381

Obowiązkowym punktem wizyty w Bukareszcie jest zwiedzenie Pałacu Parlamentu. Miało to być najważniejsze dzieło głównego pomysłodawcy i architekta czyli Ceausescu. Dyktator nie doczekał jednak końca budowy. Po 1989 roku taniej było ukończyć budowę niż burzyć pozostałość po tamtych czasach. Budowla jest imponująca. Oczywiście można ją zwiedzić. Ważna rada. Aby zobaczyć 5% Pałacu, trzeba dzień wcześniej zarezerwować miejsce. Wystarczy, że zadzwonicie na numer telefonu podany na stronie Pałacu i umówicie się na następny dzień. Spokojnie, dogadacie się bez problemu po angielsku. Tu warto zaznaczyć, że w samym Bukareszcie nie powinniście mieć problemu z dogadaniem się w języku angielskim. Nawet jeśli ktoś nie zna super angielskiego, to te parę słów powie. Takie są plusy filmów z napisami w telewizji. Parlament zwiedzacie w większej grupie z przewodnikiem. Nam trafił się bardzo sympatyczny pan, z poczuciem humoru, który bardzo ciekawie opowiadał o budynku i historii Rumunii. Odniosłam też wrażenie, że Rumunii mają dość duży dystans do siebie i są bardzo sympatyczni, choć znajomi Rumunii spoza Bukaresztu uważają, że mieszkańcy stolicy są najmniej sympatyczni. To nie chcę sobie wyobrażać jak mili są mieszkańcy pozostałych części Rumunii!

IMGP8670

Jeżeli nie chcecie pojechać do Bukaresztu, bo niebezpiecznie, brudno i naczytaliście się w Internecie różnych rzeczy, to muszę was uspokoić. Nie jest niebezpiecznie, nie jest brudno, a więcej bezdomnych spotkacie w Budapeszcie. Oczywiście, nie jest to tak bogate miasto jak Paryż czy nawet nasza Warszawa. Spotyka się tam wschód z zachodem. To miasto mnie na swój sposób zauroczyło i wiem, że do Rumunii na pewno wrócę.

Trochę praktycznych rad:

W Bukareszcie jest stosunkowo tanio. Moje wrażenie taniości mogło być też potęgowane mieszkaniem w Budapeszcie, bo musicie wiedzieć, że stolica Węgier nie należy do najtańszych. Dużo moich znajomych zauważa, że jest tu drożej niż w Polsce (zakupy spożywcze).

Z lotniska dojedziecie do centrum dwoma autobusami: 780 i 783. Bilet (kartę) kupicie w specjalnym kiosku (koloru szarego) przed terminalem. Naprawdę opłaca kupować się całodniowe bilety (8 RON). Jednak nie są to bilety 24h, ale ważne do północy. Budki z biletami znajdziecie przy większych skrzyżowaniach autobusowych. Aha, nie na każdym przystanku, nawet w centrum, znajdziecie rozkład jazdy. Bo Bukareszcie na pewno będziecie musieli trochę poprzemieszczać się komunikacją miejską, bo niektóre obiekty są oddalone od siebie.

Jeśli chcecie zjeść obiad w Caru’ru bere, lepiej wybrać się koło godziny 18, a nawet wcześniej. Po godzinie 19 nie będzie już wolnego stolika, chyba, że zrobicie rezerwacje. Warto zajść na mici do restauracji Berestroika. W Bukareszcie jest też sieciówka La Placinte, gdzie można zjeść rumuńskie dania. Natomiast, jeśli chcecie przywieźć coś z Rumunii słodkiego, to czekolady ROM. Są pyszne! Jeśli już jesteśmy przy zakupach, to trzeba wspomnieć o pieniądzach. Leje są zrobione z plastiku. W Rumunii można prać pieniądze!

Do herbaty zamiast cukru dostaniecie miód! Tak, nie cukier ma miód. Ponieważ nie słodzę herbaty, to nie był to dla mnie kłopot, jednak na rozgrzanie jednego dnia posłodziłam moją herbatę miodem, i było to dla mnie odkrycie smakowe.

Kiedyś przeczytałam, że w Bukareszcie spotkacie watahy wałęsających się bezpańskich psów. W centrum takich czworonogów nie spotkacie. Dwa bezpański psy spotkałam pod jedną z cerkwi. Gorzej jest poza miastem i na wsiach. Tam możecie natknąć się na takie psy.

Więcej zdjęć z Bukaresztu znajdziecie na moim Instagramie.

Jeśli macie jakieś pytanie odnośnie wyjazdu, piszcie w komentarzach! :-)